Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 maja 2017

"Rozbójnicy z Kardamonu" Thorbjørna Egnera

Gdy przeczytasz tę książkę, dołączysz do elitarnego grona osób, wiedzących o istnieniu Kardamonu. I nie mam tu na myśli najstarszej przyprawy świata, lecz maleńkie, utopijne miasteczko, które ma tak samo dobroczynny wpływ na mieszkańców, jak aromatyczny i drogocenny "król przypraw".

Wyobraźcie sobie egzotyczną mieścinę, po której chodzą najprawdziwsze wielbłądy objuczone koszami pełnymi owoców i aromatycznych przypraw. Nie ma tu samochodów, a po mieście kursuje jedna linia tramwajowa, i to tak krótka, że gdyby nie uśmiech motorniczego, nie opłacałoby się z niej korzystać. W Kardamonie wszyscy są wobec siebie życzliwi i przychylni. Tu więzienie świeci pustkami, a miasto tętni życiem, co rusz organizując huczne imprezy, a to z okazji powitania lata, lub na cześć siedemdziesiątych piątych urodzin lokalnego meteorologa Tobiasza. Miasto ma swoją tradycyjną orkiestrę, psi chór, a nawet gadającego wielbłąda. Co tu dużo mówić - mieszkańcy Kardamonu uwielbiają się bawić, są bardzo muzykalni i wciąż nucą jakieś piosenki. Nie brakuje im też poczucia humoru, który jest wpisany "ustawowo" w podstawowy kodeks Kardamonu: 

Takie prawo jest w Kardamonie:
dzielny, miły, dobry bądź
i o nikim nigdy nawet nie myśl źle.
A poza tym śmiej się głośno,
a poza tym śmiej się tak,
żeby wszyscy razem z tobą śmiali się.  

I wszystko toczyłoby się swoim naturalnym rytmem, gdyby nie trzej rozbójnicy, którzy co jakiś czas wyruszają do miasteczka po prowiant i inne potrzebne rzeczy, uprzykrzając życie lokalnej społeczności. Ich schwytanie graniczy z cudem, gdyż kradzieży dokonują w nocy i to zwykle w towarzystwie lwa... Sprawiedliwość jednak jest po stronie Kardamonu i w końcu rabusiowie trafiają do więzienia. 

Proces resocjalizacji, któremu poddają się rozbójnicy, nie został im narzucony siłą, lecz stał się naturalną reakcją na dobro i życzliwość, których doświadczyli od mieszkańców miasteczka. W więzieniu otrzymują wygodne łóżka, ciepłą strawę, a nawet kwiaty w wazonie. Traktuje się ich z szacunkiem i sprytnie włącza w życie lokalnej społeczności. To mobilizuje łotrzyków do odkupienia win i porzucenia dotychczasowych zajęć. Dobro zwycięża, ale tylko dzięki zaufaniu, które zaowocowało skuteczną przemianą. 

Ta książka daje do myślenia, bo pokazuje, że umiejętnie poprowadzona resocjalizacja, która nie polega wyłącznie na karaniu, może przynieść same korzyści. Rozbójnicy z Kardamonu to swoją drogą sympatyczne fajtłapy, które w imię lenistwa i zasady "bo ja tak chcę", postanowiły żyć na rachunek kardamończyków. Dzięki policjantowi Bastianowi i pozostałym mieszkańcom odkryli, ile stracili żyjąc poza społeczeństwem, w tym wypadku - demokratycznym, lojalnym i solidarnym. Ta historia bawi do łez, a ilustracje Mirosława Pokory pasują tutaj idealnie! Poza tym jest to książka nie tylko do czytania, ale też do śpiewania i grania (na końcu zamieszczono nuty do piosenek, występujących w książce). Niech to będzie też podpowiedzią dla Was, czym zajmowali się rozbójnicy, zanim wkroczyli na drogę przestępczą.

Miłej lektury!

Jagoda Rychter 


Autor: Thorbjørn Egner
Tytuł: Rozbójnicy z Kardamonu (Folk og røvere i Kardemomme by)
Ilustracje: Mirosław Pokora
Tłumaczenie: Beata Hłasko
Wydawnictwo: Dwie Siostry 
Rok i miejsce wydania: Warszawa 2015
Seria: Mistrzowie Ilustracji
Oprawa: twarda
Liczba stron: 192
Format: 15 x 18,50 cm
Wiek: 6+

środa, 24 maja 2017

"Wędrówka pędzla i ołówka" Marii Terlikowskiej

O Marii Terlikowskiej jest ostatnio głośno, a to ze względu na wznowienie przez Wydawnictwo Axis Mundi kultowej Kuchni pełnej cudów. W niniejszym poście zabraknie miejsca na kulinarne wycieczki, bo moja przekorna natura podsunęła mi pomysł na przypomnienie innej, lecz równie wspaniałej książki Terlikowskiej, wydanej po raz pierwszy w 1970 roku. Będzie to wędrówka śladami pędzla i ołówka, prowadzona ręką samego Mistrza Janusza Stannego. Gotowi?

Co takiego może wyczarować grafitowy ołówek? W zasadzie wszystko! Bo pomysłów w tej utemperowanej główce nie brakuje. Jedyne, na co nie może sobie pozwolić ze względu na swoją szarą naturę, to kolory. Ale od czego ma się przyjaciela pędzla, który na swój czubek może nałożyć wszystkie kolory tęczy? Dlatego wspólnymi siłami projektują swoją malowniczą drogę, pełną przygód i niespodziewanych zwrotów akcji. Tak to jest, że w chwili twórczego natchnienia, nie myśli się o konsekwencjach, a pochopnie podejmowane decyzje mogą obrócić się przeciwko twórcy. Spod ołówka na przykład wychodzi stara czarownica, czasem groźny niedźwiedź, lub pręgowany tygrys, niebezpiecznie skradający się pod palmą. Czasem ołówek się stępia, a farba przypadkowo może się rozlać. Na szczęście zawsze można się ewakuować do piórnika, by tam w skupieniu rozmyślać nad kolejnymi podróżami po bezkresnej bieli papierowych kartek. 


Pewnie dla wielu z Was dzisiejszy post jest sentymentalną podróżą do lektur z dzieciństwa. Dla tych, co nie mieli okazji uczyć się kolorów dzięki temu wspaniałemu duetowi, wciąż jest szansa by to nadrobić, na przykład ze swoimi dziećmi. Dla mnie ilustracje Stannego to zawsze wzruszający powrót do pierwszych kontaktów z książką, a ta pozycja jest takim międzypokoleniowym łącznikiem, zawsze aktualnym i zachwycającym. Może dzięki niej odkryjecie w sobie drzemiące i niewykorzystane pokłady twórcze i stworzycie dalszą część historii pędzla i ołówka? Moim zdaniem, książka aż się prosi, żeby coś "domalować". 

Serdeczności,

Jagoda Rychter


Autor: Maria Terlikowska
Tytuł: Wędrówka pędzla i ołówka
Ilustracje: Janusz Stanny
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok i miejsce wydania: Warszawa 2015
Liczba stron: 64
Format: 200 x 185 mm
Oprawa: twarda
Wiek: 0-6 lat


 

wtorek, 25 kwietnia 2017

"Maleńka pani Flakonik" Alfa Prøysena

Pani Flakonik nie brakuje sprytu i pomysłowości. Te cechy przydają się, kiedy z niewiadomych przyczyn, starsza pani zmniejsza się do rozmiaru małej buteleczki po oliwie lub occie. Magia? Być może. Jeśli są to jakieś czary to na pewno dzieją się w najmniej odpowiednim momencie. Na przykład wtedy, kiedy ma się zaplanowane gruntowne sprzątanie lub trzeba wyjść do sklepu po zapasy makaronu. Tylko jak tu cokolwiek robić, kiedy samo wygramolenie się z nienaturalnie wysokiego łóżka to już nie lada wyczyn?


Dla Pani Flakonik nie ma rzeczy niemożliwych, a jej maleńka głowa jest zawsze pełna pomysłów, które pomagają jej wyjść z opresji. Gdy codzienne czynności zaczynają ją przerastać, podstępnie zagania mysz do sprzątania, kota do zmywania, a psa do słania łóżka. Pod wpływem komplementów, patelnia sama wskakuje na kuchenkę, a naleśniki ochoczo fikają koziołki. Pani Flakonik umie postępować ze swoimi domownikami, bo jak nikt inny, zna ich prawdziwą naturę. Doskonale wie kogo postraszyć, kogo przekupić, a komu wejść na ambicję. Co więcej, potrafi wpływać na słońce, chmury i wiatr, by były jej przychylne i pomagały spełnić wszystkie potrzeby. 


W pięciu krótkich opowiadaniach, które wchodzą w skład książki, towarzyszymy staruszce w jej podróżach na kocie i zabawach w chowanego. Pani Flakonik jest tak maleńka, że czasem zdarza jej się wpaść do ciastka z dziurką, a niekiedy można ją pomylić z myszą.. Nade wszystko jednak nie sposób oprzeć się jej urokowi, dlatego pewnego dnia zostaje porwana przez wronę Pelagię i trafia na Wielki Festiwal Wron. Tam daje popis swoich zdolności wokalno-tanecznych i zostaje okrzyknięta królową. W ostatnim opowiadaniu trafia na charytatywny bal, gdzie pod postacią nakręcanej lalki, obnaża fałsz i obłudę wytwornych dam. 



Nie sposób nie lubić Pani Flakonik, która potwierdza w całej swej okazałości, że małe jest piękne. Bo nie rozmiar ma znaczenie, ale umiejętność znalezienia rozwiązania w każdej sytuacji. Staruszce można pozazdrościć sprytu i zaradności, nawet jeśli jest w tym szczypta magii. Perypetie bohaterki są zabawne, ale też pouczające. Ogromnym atutem wydania są klasyczne rysunki Krystyny Witkowskiej, które przypominają mi kultową serię Poczytaj mi mamo i ilustracje do kota Filemona. Mała rzecz, a  cieszy!

Jagoda Rychter


Autor: Alf Prøysen
Tytuł: Maleńka pani Flakonik 
Tłumaczenie: Andrzej Nowicki
Ilustracje: Krystyna Witkowska
Seria: Mistrzowie Ilustracji
Wydawnictwo: Dwie Siostry 
Rok i miejsce wydania: Warszawa 2014 
Liczba stron: 84
Oprawa: twarda
Format: 15 x 18,5 cm
Wiek: 4+

sobota, 15 kwietnia 2017

"Klementyna lubi kolor czerwony" Krystyny Boglar

Aniołkowo to maleńka wieś otoczona lasem i oddalona o trzydzieści kilometrów od najbliższego miasteczka. Letnicy doceniają uroki sielskiego życia, dlatego chętnie zostawiają tam swoje dzieci, by nabrały krzepy i zdrowej opalenizny przed rozpoczęciem roku szkolnego. U Pani Śmietanowej ostatnie dni wolności spędza trójka rodzeństwa - Marek, Asia i Pulpet. Dni upływają im na zabawach w Indian, Korsarzy lub na grze w statki. Wakacje mają to do siebie, że każdy dzień przypomina niedzielę, a porę dnia rozpoznaje się po ruchu słońca na niebie. Jedyną niesprawiedliwością jest tradycja pieczenia ciast wyłącznie w soboty, ale to równocześnie czyni ostatni dzień tygodnia prawdziwym świętem, uwielbianym przez wszystkie okoliczne łasuchy. Jednak to oczekiwanie na świeży placek jest niczym w porównaniu do codziennego obowiązku mycia się w dużej balii wypełnionej wodą ze studni. Pani Śmietanowa wprowadziła nawet wieczorny rytuał sprawdzania czystości stóp przed snem. Tylko jak zachować czyste stopy, kiedy ma się do wykonania leśną misję i to w dodatku w godzinach wieczornych?


Bowiem wszystko zaczyna się od niespodziewanego spotkania z zapłakaną dziewczynką o imieniu Jarzynka, którą rodzeństwo znajduje na skraju lasu. Troje energicznych i żądnych przygód bohaterów postanawia zaopiekować się zgubą, której starsza siostra pewnie zabłądziła w ciemnym lesie. I taki jest początek "akcji Klementyna", której znakiem rozpoznawczym jest czerwona chusteczka. Pozostaje jeszcze tylko użyć podstępu, aby Pani Śmietanowa zastała w łóżku sześć nienagannie czystych stóp, podczas gdy trójka małych detektywów będzie w tym samym czasie dziarsko przemierzać leśne ostępy. Ten przykry obowiązek wyszorowania kończyn (na szczęście tylko do kolan), biorą na siebie bracia - Bolek i Olek, którzy zastępują Marka i Pulpeta w ich łóżkach, zostając tym samym na noc z Jarzynką. 


Sprawy komplikują się, gdy chłopcy nieco zazdrośni o możliwość zdobycia laurów, postanawiają, po wpuszczeniu Pani Śmietanowej w maliny, również wyruszyć śladami towarzyszy, a przede wszystkim Klementyny.  Nie ma prawdziwej przygody bez dreszczyku emocji, a ten pojawia się wraz ze straszliwą burzą, która nagle rozpętuje się w lesie. Czego tam wtedy nie ma! Każdy błysk pioruna i huk łamiących się gałęzi podpowiada wyobraźni niebywałe obrazy rodem z Parku Jurajskiego lub Księgi Dżungli. W tym samym czasie, z powodu zerwanego kabla telefonicznego, do sierżanta Brzęczka docierają szczątkowe informacje o zaginionym dziecku. Na nieszczęście milicji obywatelskiej, te same szczątkowe wiadomości docierają do uszu młodocianego wielbiciela Sherlocka Holmesa i jednocześnie pierworodnego sierżanta - Anatola Brzęczka. Jak się pewnie domyślacie, on i jego nie do końca alzacki owczarek Klops, odtąd stanowić będą trzecią grupę poszukiwaczy Klementyny. Tym sposobem, do jednego zaginionego dziecka w środku ciemnego lasu, dołączy jeszcze sześcioro. Czy młodzi detektywi odnajdą Klementynę? Jaki wpływ na akcję będą miały ogromne ślady, przypominające odciski jakiegoś przedpotopowego zwierza? I dlaczego odnaleziona chustka okaże się na tyle duża, że mogłaby z powodzeniem okryć nie tylko głowę dziecka, ale całe młyńskie koło? Zdradzę Wam tylko, że rozwiązanie "akcji" przypadnie najmniej zainteresowanemu osobnikowi, który przypadkiem zetknie się z Klementyną i będzie to sprawa wielkiej wagi (w znaczeniu dosłownym).  Bo Klementyna najbardziej lubi kolor czerwony, a dzieci - jak to dzieci - kochają przygody, bez których nie wyobrażają sobie wakacji. 



Czytając książkę Krystyny Boglar, wydaną po raz pierwszy w latach siedemdziesiątych, przypomniały mi się wakacje, które co roku spędzałam u babci nad Pilicą. I chociaż nie była to wieś sensu stricto, a jedynie przedmieścia miasta, miałam wszystko to, czego nie brakowało letnikom z Aniołkowa. Czas upływał mi na bieganiu po łąkach, wyplataniu wianków i kąpielach w rzece. Wciąż czuję zapach tych upalnych dni, słodycz pomidorów z babcinego ogrodu i delikatność zupy jabłkowej, podawanej na zimno, z nazbieranych wcześniej papierówek. Wszystko miało swój czas i swój naturalny rytm, wyznaczany przez naprzemienny ruch słońca i księżyca. Upływ czasu potwierdzał babciny rytuał wyrywania kartek z kalendarza, zawieszonego przy sieni, ale nie był tak dotkliwie odczuwalny, jak teraz. Każdy początek wakacji miał w sobie smak przygody, długo wyczekiwanej wolności i beztroski. A ponieważ zawsze byłam dzieckiem z bloków, cieszyłam się  z każdego lata spędzanego z dala od miasta. Ten moment przekraczania Pilicy był dla mnie czymś w rodzaju przejścia do innego świata, który pachniał i smakował inaczej niż w mieście. I ta "radość z Natury" pozostała mi do dziś. Dlatego dziękuję Krystynie Boglar i ekipie z Aniołkowa za przywrócenie tych wspomnień.

Książka jest przezabawna, a każdy z dwunastu rozdziałów trzyma w napięciu i zapewnia taką dawkę emocji, że nie sposób się od niej oderwać. Dialogi rozśmieszają do łez, a postacie dzieci, jak i dorosłych są barwnie zarysowane. Historia przypomina trochę zabawę w głuchy telefon, której konsekwencją jest słowny galimatias. W miarę poszukiwań przybywa bohaterów, a każdy z nich dodatkowo dokłada swoje "trzy grosze", sprawiając, że początkowo niewinny podstęp, całkowicie wymyka się spod kontroli. Scena nocnych poszukiwań w samym środku gwałtownej burzy, mrozi krew w żyłach i przyspiesza bicie serca. Ta dziecięca naiwność, brak szerszej perspektywy i nieświadomość podjętego ryzyka, jest pewnego rodzaju przestrogą, zwłaszcza dla najmłodszych czytelników. "Akcja Klementyna" jest też przede wszystkim pochwałą braterstwa, odpowiedzialności za słabszych, współczucia i wiary w wartości, które dziś nazwalibyśmy kodeksem honorowym. Chęć przeżycia niezapomnianej przygody inicjuje rozpoczęcie akcji i posuwa rodzeństwo do popełnienia oszustwa, ale za tym krokiem kryje się coś więcej. Zapłakana dziewczynka budzi w dzieciach współczucie i zmusza ich do podjęcia działań, które miałyby pomóc w odnalezieniu zguby. Pomimo strachu, głodu i niesprzyjającej aury, każda z trzech drużyn trzyma się, lub przynajmniej stara się trzymać razem i nie ustaje w poszukiwaniach. Jest to przecież sprawa honoru, za którą kryją się łzy wystraszonej Jarzynki. W moim odczuciu - klasyka na najwyższym poziomie, która się nie starzeje i będzie wspaniałą lekturą dla całej rodziny. Wielbicieli rysunków Bohdana Butenki na pewno ucieszą jego, jak zwykle mistrzowskie, ilustracje. 

Polecam serdecznie,

Jagoda Rychter


Autor: Krystyna Boglar
Tytuł: Klementyna lubi kolor czerwony
Ilustracje: Bohdan Butenko
Seria: Mistrzowie Ilustracji
Wydawnictwo: Dwie Siostry 
Rok i miejsce wydania: Warszawa 2006
Liczba stron: 204
Oprawa: twarda 
Format: 15 x 18,50 cm
Wiek: 6+

środa, 8 lutego 2017

"Pożyczalscy" w nowym wydaniu!


ilustr. Emilia Dziubak


Różne są powody kupowania książek dla dzieci. Lubimy wracać do lektur z dzieciństwa, bo to one otwierają wrota do bezpowrotnie utraconego raju, za którym tak często tęsknimy. Jesteśmy sentymentalni i nostalgiczni, dlatego z wiekiem stajemy się kolekcjonerami przedmiotów, które mają w sobie ładunek pierwszych uniesień i wzruszeń. Pamiętamy książki, które nami "targały" w dzieciństwie i nie potrafimy się z nimi rozstać, żywiąc nadzieję, że kiedyś przeczytają je nasze dzieci, a może i wnuki. Wśród książek, które dziś zaliczyć można do złotej klasyki światowej literatury dziecięcej, znalazł się cykl o Pożyczalskich Mary Norton. Olbrzymią wartość tej książki i kunszt  pisarski autorki doceniono już w 1952 roku, kiedy to powieść została nagrodzona najwyższym brytyjskim laurem w dziedzinie książek dla dzieci - The Carnegie Medal. 

Na pięciotomowy cykl składają się losy trzech istot - Dominiki, Strączka i ich córki Arietty, czyli najmniejszych przedstawicieli rodu ludzkiego. Te sprytne, małe istotki (nie mylić z krasnoludkami) nauczyły się wieść spokojne, a nawet dostatnie życie u boku ludzi, a ściślej rzecz ujmując - dzięki ich nieuwadze. Przywykliśmy do tego, że małe przedmioty często się gubią i zwykle nie zaprzątamy sobie głowy ich szukaniem. Szkoda na to czasu i wysiłku, tym bardziej, że zwykle są to "produkty uboczne" codziennej egzystencji. Na co komu skrawki materiału, zużyte zapałki, pojedyncze guziki, zakrętki od butelek czy łupinki od orzechów? Nikt przy zdrowych zmysłach nie gromadzi tego rodzaju śmieci. No chyba, że ktoś cierpi na manię zbieractwa lub jest z natury bałaganiarzem. Ci ostatni powinni częściej zaglądać pod podłogę lub za meble, bo właśnie ich domy stanowią wymarzone lokum dla Pożyczalskich. W tak przyjaznym środowisku mogą dożyć spokojnej starości, ale tylko wtedy, gdy pozostaną niezauważeni przez człowieka. 


ilustr. Emilia Dziubak


Złamanie tej zasady zawsze zwiastuje kłopoty i w przypadku rodziny Zegarkiewiczów stało się przyczyną wieloletniej tułaczki, pełnej przygód i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Nadmierna ciekawość, nieostrożność, a w efekcie przyjaźń Arietty z człowiekiem wyprowadziła naszych bohaterów "na manowce", gdzie musieli zmierzyć się z wieloma niebezpieczeństwami. W trakcie swojej wędrówki skosztowali życia na łonie natury, odnaleźli dawnych krewnych i wypróbowali nowych środków transportu, zarówno tych wodnych, jak i powietrznych. Niejednokrotnie musieli też stawić czoła ludziom i ich niekoniecznie dobrym zamiarom. 

W cyklu Mary Norton nie zabrakło barwnych postaci, przedstawionych z dbałością o każdy szczegół i z ogromną dawką humoru. Moją ulubioną postacią jest Dominika, której zabawny lament i czarnowidztwo budzi współczucie, ale też pozwala rozładować napięcie w najbardziej kryzysowych sytuacjach. Mamy również Spillera, alter-ego Włóczykija, który porzucił przydomową egzystencję na rzecz samowystarczalnego życia w zgodzie z naturą. Nic dziwnego, że ten niepoprawny miłośnik wolnej przestrzeni zjednał sobie Ariettę, będąc urzeczywistnieniem jej skrywanych tęsknot. Całe to rozedrgane towarzystwo trzyma w ryzach pragmatyczny Strączek, który w chwilach największego zagrożenia zachowuje zimną krew i dzielnie stawia czoła niebezpieczeństwu. Godną uwagi postacią jest Pan Pott, który jako twórca makiety miniaturowego miasteczka, otwiera czwarty tom cyklu. Ten sympatyczny miłośnik kolei, po przejściu na emeryturę, oddał się pracy twórczej, w którą przez dwa lata i siedem miesięcy wkładał swój zapał i serce. Jego zupełnym przeciwieństwem jest Pan Potter, miejscowy biznesmen, który nieudolnie "odtworzył" dzieło sąsiadującego z nim artysty, tylko i wyłącznie z potrzeby szybkiego wzbogacenia się. Obie postacie odegrały duży wpływ na losy Pożyczalskich, ale o tym przekonacie się sami.

ilustr. Emilia Dziubak


Warto również zwrócić uwagę na warstwę językową powieści oraz jej formę graficzną. Mimo, iż cykl składa się z pięciu tomów, całość czyta się jednym tchem ze względu na dynamikę i szybkie zwroty akcji, które rodzą w głowie pytanie "co dalej?". Warstwa językowa może przysporzyć niewielkie trudności początkującym czytelnikom ze względu na dość długie i szczegółowe opisy pełne nowych słów, takich jak laubzega, arkada, pasaż czy serwantka. Nie zapominajmy jednak, że w ten sposób wzbogacamy własny język, poszerzając przy tym wiedzę o świecie. Myślę też, że Pożyczalscy są świetną lekturą do wspólnego czytania na głos i sprawią ogromną radość, zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Na koniec muszę złożyć osobisty ukłon w stronę Wydawnictwa Dwie Siostry, które całą serię pięknie wydały i wzbogaciły o cudowne ilustracje Emilii Dziubak, której jestem wierną fanką. To wielka radość i jeszcze większa przyjemność wracać do tej książki w tak pięknej formie. Każdy tom to estetyczna i intelektualna uczta, do której Was z całego serca zapraszam!

Jagoda Rychter

Mary Norton, Kłopoty rodu Pożyczalskich, ilustr. Emilia Dziubak, tłum. Maria Wisłowska, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2012.

Pozostałe części cyklu:

"Pożyczalscy idą w świat"
"Pożyczalscy na wyspie"
"Pożyczalscy w przestworzach"
"Pożyczalscy pomszczeni". 

Wydawnictwo Dwie Siostry

środa, 1 lutego 2017

"Madeline w Paryżu" Ludwiga Bemelmansa

W trakcie pobytu w szpitalu w Saint-Sauveur, Ludwig Bemelmans, obserwuje zakonnicę, podającą zupę dziecku. Jednocześnie przypominają mu się historie o życiu w szkole prowadzonej przez siostry zakonne w Altötting, które w dzieciństwie opowiadała mu matka. Perypetie wychowanek panny Clavel przenosi do Paryża, do starego domu, położonego niedaleko katedry Notre Dame. Pierwsze słowa tekstu: "w Paryżu, w pewnym starym domu, który był porośnięty dzikim winem" zostały zapisane na odwrocie menu w Pete's Tavern na rogu Osiemnastej Ulicy i Irving Place w Nowym Jorku, zaś Madeline po raz pierwszy opublikowano w 1939 roku. 

Perypetie niepokornej, rudowłosej dziewczynki, która na widok tygrysa w zoo reaguje głośnym "PHI!" zostały zebrane w tomie Madeline w Paryżu, wydanym przez Znak Emotikon. Na podstawie pięciu opowiadań, wchodzących  w skład książki, poznajemy charakter małej Madeline, która swoją bystrością, werwą i odwagą przyćmiewa pozostałe jedenaście dziewczynek. 
Wielkim atutem książki są mistrzowskie ilustracje Bemelmansa, które dzięki swej prostocie, wspaniale komponują się z towarzyszącym im rytmicznym tekstem. 
To naprawdę świetna lektura i nie sposób nie zgodzić się z pochlebną recenzją Anny Quindlen, która we wstępie wielokrotnie podkreśla wyjątkowość historii spisanych przez Bemelmansa:
"Istnieją pewne książki powstałe z wyobrażeń dorosłych na temat dzieci - z wyobrażeń kim one są i jakie powinny być albo co według nas je zajmuje i bawi - i są książki napisane dla prawdziwych dzieci przez ludzi, którym się udało - nieważne jak - ocalić w sobie jakąś część dziecięcego umysłu. Oni rozumieją, że w dziecięcym świecie występują nierozerwalnie bezpieczeństwo i przygoda, złe zachowanie i konformizm, więź i niezależność".



Polecam i ja.
Jagoda Rychter


L. Bemelmans, Madeline w Paryżu, Znak Emotikon, Kraków 2015

"Moje książeczki"

 

Kilka lat temu wydawnictwo Nasza Księgarnia otworzyło wrota do królestwa naszego dzieciństwa, przywracając do łask pełne magii książeczki z serii Poczytaj mi, mamo. Reaktywacja najpiękniejszych poczytajek okazała się strzałem w dziesiątkę, o czym świadczy nieustanna "chodliwość" serii, cieszącej się powodzeniem, zarówno wśród najmłodszych, jak i starszych czytelników. Wraz z końcówką 2015 roku wydawnictwo otwiera przed swoimi czytelnikami kolejne drzwi, kontynuując sentymentalną podróż sprzed lat. Bo kto nie pamięta serii bajeczek opatrzonych sylwetką czarnego kota w czerwonych butach, namalowanego przez Zbigniewa Rychlickiego, który po raz pierwszy pojawił się na środku tylnej okładki w 1959 roku?  


Paradoksalnie czarny kot przyniósł wydawnictwu szczęście, a w serii Moje książeczki do lat 90. ukazało się kilkadziesiąt tekstów najpopularniejszych autorów polskich i zagranicznych, ilustrowanych przez wybitnych artystów, m.in. przez Hannę Czajkowską, Janinę Krzemińską, Mirosława Pokorę czy Ignacego Witza. Kilkakrotne wznowienia wielu utworów już wtedy świadczyły o ponadczasowości tekstów, które w latach 60. miały wokół siebie liczne grono wielbicieli. Po pięćdziesięciu latach czarny kot powraca, a wraz z nim kultowe teksty Heleny Bechlerowej, Adama Bahdaja, Anny Świrszczyńskiej, Ady Kopcińskiej i Hanny Januszewskiej. Jak twierdzi redaktor wydania Katarzyna Piętka: może niektórzy przypomną sobie, że kiedyś, dawno temu wiedzieli, dlaczego zniknął Białogrzywek, kogo spotkała podczas podróży myszka Kundzia, dlaczego wesoła Ludwiczka szukała króla z piernika, czemu dziwiła się Zuzanna, kto pomógł Piotrusiowi odnaleźć mamę i gdzie Jasio-dobosz znalazł dla Królewny złoty koszyczek. Ja zaś jestem pewna, że zielonooki kocur stanie się tak samo ważny dla tych czytelników, którzy będą ulegać urokom jego opowieści po raz pierwszy. 
 Jagoda Rychter 

Moje książeczki. Księga pierwsza, Nasza Księgarnia, Warszawa 2015
Ilustracje Marii Mackiewicz do bajki Adama Bahdaja Podróż w nieznane

wtorek, 31 stycznia 2017

Siedem wspaniałych opowieści Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel

W niniejszym poście pragnę polecić Państwu książkę pt. Siedmiu wspaniałych i sześć innych, nie całkiem nieznanych historii Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel, dzięki której Wasze dzieci będą mogły ponownie spotkać się z bohaterami najpiękniejszych baśni, ale w zupełnie nowej, bo współczesnej odsłonie.

Bohaterowie książki, o wyraźnie baśniowej proweniencji, nie zapominają o swojej najważniejszej funkcji, czyli walce z wszelkimi przejawami zła, które w każdej historii przybiera rozmaite formy. Ich nośnikiem może być, zarówno podstępny wilk ze szkolnej ławki, nękający bezbronne koźlątka, jak i trzy obrotne świnki-akwizytorki, będące tym razem utrapieniem wilka, który zamiast uganiać się za kuszącymi dobrami materialnymi, woli wieść spokojne życie w swojej skromnej chatce. Do zaskakującej zamiany ról doszło również w "Kapciuszku". W opowieści, inspirowanej baśnią braci Grimm, miejsce zapracowanej i wykorzystywanej przez wszystkich pasierbicy zajmuje mama, a raczej supermama, której obowiązki domowe są jedyną formą aktywności, na jaką może sobie pozwolić. Na szczęście kobieta podąża za głosem przyjaciółki Anieli, odnajdując w sobie zagubioną duszę artystki i niezrealizowane marzenia. Z wszechobecnym kultem piękna i doskonałości nie może poradzić sobie królewna Miranda, w której odnajdziemy cechy baśniowej królewny Śnieżki - skromność, dobroć i odwagę. Niestety we współczesnych realiach królewnie poskąpiono urody, której deficyt stanowi poważną rysę na zwierciadle królowej Tamiry, władczyni Najbardziej Doskonałego Królestwa Wszech Czasów. Z podobnym problemem boryka się Roszpunka, która ma zaspokoić najważniejsze pragnienie rodziców, czyli pragnienie bycia sławnym. Odbywa się to kosztem prawdziwego talentu dziewczynki, której w Przedszkolu "Celebrity" sukcesywnie podcina się kulinarne skrzydła. Problemy dorosłych nie omijają też Oliwera, który musi zmierzyć się z bolesnym doświadczeniem, jakim jest rozwód rodziców, w czasie którego staje się czymś w rodzaju monety przetargowej. 

Nieletni bohaterowie siedmiu, niezwykle pouczających historii, nie mają łatwego życia, a to dzięki dorosłym, którzy zagubieni we współczesnym świecie i zaślepieni własnymi ambicjami, często zapominają o potrzebach i prawach najmłodszych. To właśnie dzieci w książce Jędrzejewskiej-Wróbel bohatersko walczą z brutalną codziennością, przywracając światu ład i porządek, a dorosłym rozum. Zamiast cieszyć się beztroskim dzieciństwem muszą często zmagać się z poczuciem winy, niską samooceną i samotnością. "Gdybym była idealna, mama by mnie kochała" - powie królewna Miranda, głodząc się, by być idealnie szczupłą w oczach doskonałej matki. Natomiast Roszpunka, podopieczna Przedszkola "Celebrity", szybko zaczyna rozumieć, że to nie ona stanowi centrum zainteresowania paparazzich, lecz jej włosy, a przyklejona na siłę etykietka "pięknowłosej" pozbawia ją własnego ja. Na szczęście w historiach autorki wygrywa "cudowna niedoskonałość", przyjaźń przywraca wiarę we własne możliwości, a gdy dzieją się rzeczy, których nie sposób pojąć rozumem, zawsze zostaje miejsce na miłość. Ta zwycięży wszystko.


Polecam książkę, która nie tylko doda otuchy Waszym dzieciom, ale również będzie literacką i estetyczną perełką w każdej, rodzinnej biblioteczce.


Jagoda Rychter


Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Siedmiu wspaniałych i sześć innych, nie całkiem nieznanych historii, ilustr. Marianna Oklejak, wyd. Bajka, Warszawa 2014