Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lipca 2017

"Dziewczynka i drzewo kawek" Riitty Jalonen

Szaroburość ostatnich dni, związana z nastaniem w Olsztynie pory deszczowej, skutecznie uziemiła mnie w domu. Zaczynam odczuwać tęsknotę za upalnym latem, które zawitało na chwilę na Warmię i odeszło na południe, jakby tam go było mało. Wraz z przyjściem lipca zrobiło się jesiennie i leniwie, a to spowodowało wzmożony ruch na "półeczce". Książki znikają jedna po drugiej i ustępują miejsca kolejnym pozycjom, które niecierpliwie wyciągają do mnie swoje szeleszczące macki. Dziś będzie o jednej z nich, która szumi jak drzewo, uspokaja swoim naturalnym rytmem i zmusza do wsłuchania się w jej bogate wnętrze.
Dziewczynka i drzewo kawek jest książką o żałobie dziecka po stracie taty. To próba uporządkowania myśli i emocji w nowej rzeczywistości, zdominowanej przez poczucie braku. Do tej pory stały i bezpieczny mikrokosmos, który symbolizują skrzyżowane ręce rodziców, rozpada się, przynosząc uczucie smutku i tęsknoty. Te nieznane emocje, które kłębią się gdzieś w środku pod ubraniami, trzeba zrozumieć, nazwać i spróbować oswoić. Czas nie płynie, jak kiedyś, spokojnym i bezpiecznym rytmem, lecz zatrzymuje się i niebezpiecznie zawraca. Dziewczynka przypomina sobie ukochaną łódź ojca, do której wsiada, unosząc się na meandrach wspomnień. Widzi siebie na barkach ojca i podczas snu, kiedy zajmuje środek łóżka. Dzięki tym obrazom czuje jego obecność, spogląda na krzepiący uśmiech i słyszy uśmierzający głos. Czy tata jest w niebie? Co teraz czuje? Czy może być w różnych miejscach jednocześnie? 

Wspomnienia odlatują jak kawki, żegnane miarowym kołysaniem gałęzi. Jednak nie można ich zapomnieć, bo żyją w nas i są nieodłączną częścią naszej wędrówki. Drzewo czeka na powrót kawek i wie, czym jest tęsknota. Jego serce bije rytmicznie, tak jak serce taty. Trzeba je tylko mocno objąć i wsłuchać się w ten kojący dźwięk. 

Podczas lektury płakałam. Jest w tej książce ogromny smutek i melancholia, które potęgują stonowane i pełne ukrytych symboli ilustracje. Na szczęście jest też wiara w budującą siłę miłości. Fizyczny ból, którego doświadcza dziecko po stracie najbliższej osoby, mogą ukoić tylko czyjeś ramiona - w tym wypadku kochającej matki. To one przywracają nadzieję i wiarę w "nowy początek", nadają właściwy rytm życiu i pozwalają spojrzeć spokojnie w przyszłość. 

Polecam serdecznie,

Jagoda Rychter


Autor: Riitta Jalonen
Tytuł: Dziewczynka i drzewo kawek
Ilustracje: Kristiina Louhi
Tłumaczenie z języka fińskiego: Iwona Kosmowska
Wydawnictwo: Tatarak 
Rok i miejsce wydania:  Warszawa 2008
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 23,5 cm x 26 cm
Wiek: 10+

wtorek, 30 maja 2017

"Rozbójnicy z Kardamonu" Thorbjørna Egnera

Gdy przeczytasz tę książkę, dołączysz do elitarnego grona osób, wiedzących o istnieniu Kardamonu. I nie mam tu na myśli najstarszej przyprawy świata, lecz maleńkie, utopijne miasteczko, które ma tak samo dobroczynny wpływ na mieszkańców, jak aromatyczny i drogocenny "król przypraw".

Wyobraźcie sobie egzotyczną mieścinę, po której chodzą najprawdziwsze wielbłądy objuczone koszami pełnymi owoców i aromatycznych przypraw. Nie ma tu samochodów, a po mieście kursuje jedna linia tramwajowa, i to tak krótka, że gdyby nie uśmiech motorniczego, nie opłacałoby się z niej korzystać. W Kardamonie wszyscy są wobec siebie życzliwi i przychylni. Tu więzienie świeci pustkami, a miasto tętni życiem, co rusz organizując huczne imprezy, a to z okazji powitania lata, lub na cześć siedemdziesiątych piątych urodzin lokalnego meteorologa Tobiasza. Miasto ma swoją tradycyjną orkiestrę, psi chór, a nawet gadającego wielbłąda. Co tu dużo mówić - mieszkańcy Kardamonu uwielbiają się bawić, są bardzo muzykalni i wciąż nucą jakieś piosenki. Nie brakuje im też poczucia humoru, który jest wpisany "ustawowo" w podstawowy kodeks Kardamonu: 

Takie prawo jest w Kardamonie:
dzielny, miły, dobry bądź
i o nikim nigdy nawet nie myśl źle.
A poza tym śmiej się głośno,
a poza tym śmiej się tak,
żeby wszyscy razem z tobą śmiali się.  

I wszystko toczyłoby się swoim naturalnym rytmem, gdyby nie trzej rozbójnicy, którzy co jakiś czas wyruszają do miasteczka po prowiant i inne potrzebne rzeczy, uprzykrzając życie lokalnej społeczności. Ich schwytanie graniczy z cudem, gdyż kradzieży dokonują w nocy i to zwykle w towarzystwie lwa... Sprawiedliwość jednak jest po stronie Kardamonu i w końcu rabusiowie trafiają do więzienia. 

Proces resocjalizacji, któremu poddają się rozbójnicy, nie został im narzucony siłą, lecz stał się naturalną reakcją na dobro i życzliwość, których doświadczyli od mieszkańców miasteczka. W więzieniu otrzymują wygodne łóżka, ciepłą strawę, a nawet kwiaty w wazonie. Traktuje się ich z szacunkiem i sprytnie włącza w życie lokalnej społeczności. To mobilizuje łotrzyków do odkupienia win i porzucenia dotychczasowych zajęć. Dobro zwycięża, ale tylko dzięki zaufaniu, które zaowocowało skuteczną przemianą. 

Ta książka daje do myślenia, bo pokazuje, że umiejętnie poprowadzona resocjalizacja, która nie polega wyłącznie na karaniu, może przynieść same korzyści. Rozbójnicy z Kardamonu to swoją drogą sympatyczne fajtłapy, które w imię lenistwa i zasady "bo ja tak chcę", postanowiły żyć na rachunek kardamończyków. Dzięki policjantowi Bastianowi i pozostałym mieszkańcom odkryli, ile stracili żyjąc poza społeczeństwem, w tym wypadku - demokratycznym, lojalnym i solidarnym. Ta historia bawi do łez, a ilustracje Mirosława Pokory pasują tutaj idealnie! Poza tym jest to książka nie tylko do czytania, ale też do śpiewania i grania (na końcu zamieszczono nuty do piosenek, występujących w książce). Niech to będzie też podpowiedzią dla Was, czym zajmowali się rozbójnicy, zanim wkroczyli na drogę przestępczą.

Miłej lektury!

Jagoda Rychter 


Autor: Thorbjørn Egner
Tytuł: Rozbójnicy z Kardamonu (Folk og røvere i Kardemomme by)
Ilustracje: Mirosław Pokora
Tłumaczenie: Beata Hłasko
Wydawnictwo: Dwie Siostry 
Rok i miejsce wydania: Warszawa 2015
Seria: Mistrzowie Ilustracji
Oprawa: twarda
Liczba stron: 192
Format: 15 x 18,50 cm
Wiek: 6+

poniedziałek, 13 marca 2017

"Liczymy na spacerze" Emmy Adbåge

O tym, że najlepszą formą przyswajania wiedzy jest nauka przez zabawę, przekonałam się prowadząc w zeszłym roku cykl zajęć grafomotorycznych w bibliotece dla dzieci. Ostatnią rzeczą, jaką siedmiolatkowie chcieli robić na zajęciach, było rysowanie szlaczków i poprawianie liter według schematów. To był dla mnie sygnał, że muszę użyć jakiegoś podstępu, który wyda się dzieciom atrakcyjny i odwróci ich uwagę od "istoty" zajęć. Pisanie to przecież panowanie nad precyzją ruchów, napięciem mięśniowym palców i ogólną koordynacją wzrokowo-ruchową. I tu otwiera się morze możliwości na wymyślanie kreatywnych zadań dla dziecka, uwzględniających wyżej wymienione czynniki. Każdy ma w domu papier, plastelinę, watę, guziki, kaszę mannę czy groch, a łapanie, chwytanie czy ugniatanie jest niczym innym jak gimnastyką palców, tak potrzebną przy nauce pisania. Sam proces zapamiętywania alfabetu może być okazją do twórczej zabawy, jeśli tylko wyjdziemy poza umowne znaki i damy się ponieść wyobraźni. Z podobnego założenia wychodzi Emma Adbåge, autorka książki Liczymy na spacerze. Matematyka na każdą pogodę. Ta pozycja pokazuje, że każda pora roku jest dobra, żeby bawić się cyframi, których poznanie jest tak samo ważne, jak poznanie liter. 


Pierwszy rozdział książki to zarazem pierwsza próba oswojenia się z matematycznym alfabetem w odniesieniu do codziennych sytuacji i doświadczeń. Wiemy już, że zero jest wtedy, gdy ktoś zje nam wszystkie ciastka, a dwa to dwie buzie, bez których nie ma szans na pocałunek. Siedem dni ma tydzień, a dziesięć palców mają nasze dłonie. Z książki dowiadujemy się również, ile nóg ma koń, ile żuk, a ile pająk. Takich przykładów można mnożyć w nieskończoność i ta zabawa świetnie sprawdzi się podczas spacerów.

Kolejne cztery rozdziały to propozycje zabaw matematycznych na cztery pory roku z wykorzystaniem całego dobrodziejstwa inwentarza, który podsuwa nam Natura. Wiosna to przecież czas, kiedy w końcu można wrócić na podwórko i pobawić się na przykład w "poszukiwaczy skarbów". W tym celu wystarczy sporządzić mapę, ukryć różne skarby, a po ich odszukaniu przeliczyć i wybrać zwycięzcę. Można też pobawić się w "znikające kamyki" lub zrobić sobie test kondycyjny i zmierzyć liczbę podskoków w ciągu jednej minuty. 



Lato natomiast to czas odpoczynku i relaksu pod gołym niebem. Warto wtedy położyć się na zielonej trawce i policzyć chmury. Może w ich zmieniających się kształtach uda się rozpoznać coś znajomego? Urlop na plaży będzie okazją do zabawy w "butelkowe kręgle". W tym celu należy napełnić puste butelki piaskiem lub wodą, przykleić do każdej liczbę punktów, znaleźć towarzysza z piłką i zabawa gotowa! 



Chyba już domyślacie się, że jesień nie ma sobie równych w kwestii elementów, które mogą posłużyć do matematycznych działań. Trzeba jedynie wybrać się do lasu i tam nazbierać szyszek, żołędzi, jarzębiny i liści. Spróbujcie wykorzystać je do gry w "kółko i krzyżyk" lub "bierki". Ci, co lubią chodzić na spacery po deszczu mogą też nazbierać dżdżownic i wskazać tę najdłuższą (jest to jednak opcja dla prawdziwych twardzieli). I nie martwcie się, że po jesieni nadchodzi zima, która ma w zwyczaju przykrywać wszystko białym puchem. Na śniegu przecież można wydeptywać różne kształty, a bałwan wcale nie musi składać się jedynie z trzech kul. 




Wszystkie ilustracje wykonała Emma Adbåge

Ostatnie dwa rozdziały to już wyższy level, bo dotyczy podstawowych działań matematycznych - dodawania i odejmowania oraz mnożenia i dzielenia. Tu, podobnie jak w poprzednich częściach, mamy w prosty i przystępny sposób pokazane przykłady, kiedy czegoś przybywa lub ubywa. Dowiadujemy się również, że mnożenie pozwala zaoszczędzić czas, a dzielenie przydaje się na przykład wtedy, kiedy chcemy po równo podzielić się bezami z przyjacielem. 

Jak widzicie, każda pora roku i każda pogoda jest dobra, by pobawić się cyframi. Przyswajanie matematycznego alfabetu i podstawowych działań nie musi odbywać się jedynie w szkolnej ławce, ale także w czasie wakacyjnego urlopu, ferii zimowych i w każdej sytuacji, kiedy chcemy się bawić, rywalizować i sprawdzać własne możliwości. Książka będzie więc propozycją zabaw nie tylko dla dziecka, ale też dobrą wskazówką dla rodziców i pedagogów, którzy w przyjemny i niewymuszony sposób chcą odkrywać z dzieckiem podstawy matematycznego świata. 

Serdecznie polecam,

Jagoda Rychter


Autor: Emma Adbåge
Tytuł: Liczymy na spacerze. Matematyka na każdą pogodę
Tytuł oryginału: Räkna med naturen. Utematte för alla väderlekar
Język oryginału: szwedzki
Tłumaczenie: Marta Rey-Radlińska
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok i miejsce wydania: Poznań 2016
Wiek: 3+

20,5 x 24 cm
twarda oprawa
28 stron

poniedziałek, 6 marca 2017

"Wiktorio, I love you" Maja Hjertzell



Jedno z łacińskich przysłów mówi, że znaleźć przyjaciela jest tak samo trudno jak rzadkiego ptaka (amicus verus est rara avis). Niezbyt pocieszająca perspektywa dla małomównej dziewięciolatki, nie potrafiącej się odnaleźć wśród swoich rówieśników. Świadomość bycia "odludkiem" potęguje zatroskana mama, która za wszelką cenę usiłuje znaleźć córce grono psiapsiółek. Problem w tym, że potencjalne kandydatki nie są zainteresowane przyjaźnią z Linn. I vice versa. Dlaczego tak trudno dziewczynce znaleźć bratnią duszę? Gdzie szukać przyjaciela i jak go rozpoznać? A może przyjaźń rodzi się ot tak, bez planu i specjalnego zaproszenia? O tym właśnie jest książka Wiktorio, I love you szwedzkiej bibliotekarki. 

Pewnego dnia, przed blokiem zamieszkanym przez Linn i jej mamę, parkuje książkobus. Takie niecodzienne wydarzenie nie może umknąć uwadze dziewięciolatki, która uwielbia, jak przydarza się coś niezwykłego. Pojawienie się nietypowego wehikułu z podobnym zainteresowaniem śledzi Runa, wścibska sąsiadka, lubująca się w pisaniu skarg i zażaleń pod pseudonimem "obywatelka". Hałas, smród i brak umowy najmu, to wystarczające powody, dyskwalifikujące Wiktorię w oczach sąsiadki. Na szczęście, ekscentryczna bibliotekarka, która wprowadza się do "kostki cukru" - małego domku między blokami - za nic ma przyzwyczajenia mieszkańców osiedla i normy, których z zaciekłością broni Runa. 

ilustr. Anna Nilsson

Zupełnie inne uczucia wobec bibliotekarki żywi dziewięcioletnia Linn, z którą bardzo szybko nawiązuje nić porozumienia. "Kostka cukru" wyrównuje poziom endorfin, który notorycznie spada po kolejnych niepowodzeniach, jakich doznaje dziewczynka w domu i szkole. Książkobus zaczyna pełnić funkcję pokoju zwierzeń, w którym dziewięciolatka odkrywa się ze swoimi smutkami, znajdując tak potrzebne zrozumienie. Tam też spotyka Simona, który z czasem stanie się kimś więcej, niż tylko znajomym z mobilnej biblioteki. 

Punktem zwrotnym w książce jest nagły pożar, który wybucha w bloku, a którego źródłem jest mieszkanie złośliwej Runy. To także moment, w którym drogi wszystkich bohaterów stykają się i dochodzi do swoistego "katharsis" między matką a córką. Gdy kobiety tracą nie tylko grunt pod nogami, ale i dach nad głową, zdobywają się w końcu na szczerą rozmowę. Do mamy Linn dociera, że dziewczynka nie potrzebuje przyjęcia urodzinowego, bo i bez niego potrafi sobie znaleźć przyjaciół. Potrzebuje natomiast zrozumienia, akceptacji i uwagi bez zbędnego trajkotania o tym, co wypada, a co nie. 

Gotowe recepty na szczęście, które skrzętnie podsuwa nam prasa czy telewizja, nie zawsze się sprawdzają. Każdy z nas jest wyjątkowy, więc nasze potrzeby też się różnią. Gdyby mama Linn uważniej słuchała córki i poświęcała jej więcej czasu, zrozumiałaby, dlaczego dziewczynka nie chce spędzać swoich urodzin wśród koleżanek z klasy. Niektórych rzeczy nie da się zaplanować, bo wymagają czasu, cierpliwości, a nawet spontaniczności. To, co mieszczące się w ogólnie przyjętych normach, nie zawsze się sprawdza. Tak jest w przypadku Linn, która wbrew zasadom mamy, zaprzyjaźnia się z szaloną bibliotekarką, a bratnią duszę niespodziewanie spotyka  w lesie (nie na przyjęciu urodzinowym, tak starannie zaplanowanym przez mamę). Czasem wystarczy posłuchać intuicji i serca, bo bez tego nie ma szans na prawdziwą przyjaźń. 

Książka Maji Hjertzell to kolejna pozycja do rozważań na temat szeroko pojętej "inności". Tytułowa bohaterka odważnie wyłamuje się wszelkim stereotypom i normom społecznym, a jej dewiza życiowa brzmi - jeśli zawsze będziesz robić tylko to, co trzeba i wypada, nigdy nie odkryjesz nic nowego. Tym samym udowadnia, że kobieta może być kierowcą tira, a biblioteka nie musi mieć stałego adresu. Dzięki niej Linn utwierdza się w przekonaniu, że warto iść swoją drogą, bez względu na opinie innych. Poza tym te wydawane są często zbyt pochopnie.

Podsumowując, kolejna świetna pozycja od Wydawnictwa Zakamarki do połknięcia w jeden wieczór. Będzie też świetną powtórką (bądź lekcją) sentencji łacińskich. 

Zachęcam do lektury,

Jagoda Rychter

ilustr. Anna Nilsson


Autor: Maja Hjertzell
Tytuł: Wiktorio, I love you
Tytuł oryginału: I love you Viktoria Andersson
Ilustracje: Anna Nilsson
Przekład z języka szwedzkiego: Marta Wallin
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok i miejsce wydania: Poznań 2016
Wiek: 6+

15 x 20,5 cm
twarda oprawa 
płócienny grzbiet
140 stron

czwartek, 16 lutego 2017

"Inny niż wszyscy" Pera Nilssona

Wśród premier książkowych Wydawnictwa Zakamarki moją uwagę zwróciła książka Pera Nilssona Inny niż wszyscy, która jest kolejną częścią przygód Dawida z książki Zakochałem się w Milenie. Bardzo cenię sobie szwedzką literaturę dla dzieci, w której nie brak postaci wyraźnie odstających od panujących norm, a autorzy nie boją się zabierać głosu w sprawach ważnych, ale też trudnych dla dziecka, takich jak śmierć, adopcja, rozwód, bezrobocie czy uzależnienia. Na kartach najpopularniejszych książek pojawiają się wytatuowane opiekunki, dziewczynki grające w piłkę, czy ojcowie w roli gospodyń domowych. Bohaterowie wyłamujący się ze swoich społecznych ról, walczący ze stereotypami czy własnymi ograniczeniami uczą tolerancji, otwartości i wrażliwości na to, co inne i nietypowe. Niezwykle wartościową książką, będącą równocześnie pochwałą różnorodności jest książka Inny niż wszyscy, w której rozważania koncentrują się wokół chłopca z zespołem Aspergera.  

ilustr. Pija Lindenbaum
W klasie Dawida jest chłopiec, który zachowuje się nietypowo. Przed każdą lekcją układa swoje książki w eleganckie stosiki, a podczas zajęć zadaje wnikliwe pytania, dzieląc się swoją nieprzeciętną wiedzą, którą zgłębia w samotności. Jest dokładny, staranny i skupiony na tych czynnościach, które porządkują jego życie i wymagają ścisłej kontroli. Z tej przyczyny zyskał miano "profesorka", wyraźnie odstając poziomem swojej wiedzy od reszty klasy. Mimo częstej absencji w szkole, Oskar ma swoich ulubionych kolegów, których zaprasza na swoje urodziny. Niestety zwykle o nich zapomina, zwłaszcza gdy zaczyna mówić o swoich wąskich zainteresowaniach, do których należą m.in. klasyfikacja gatunkowa rybek akwariowych czy analiza systemu numerów telefonicznych, przydzielanych mieszkańcom osiedla. O przypadłości Oskara informuje uczniów ich wychowawczyni, prosząc jednocześnie o wyrozumiałość wobec nietypowych zachowań chłopca. 

Przypadek Oskara wywołuje w Dawidzie niepokój i zmusza do znalezienia odpowiedzi na pytanie - co to właściwie znaczy być normalnym? Przecież ludzie różnią się między sobą nie tylko wyglądem, ale też usposobieniem, zainteresowaniami i zachowaniem. Czy nad wyraz rozwinięta wyobraźnia, która objawia się częstym "bujaniem w obłokach" to już symptomy choroby? Czy wszyscy, którzy rozrabiają i są nadpobudliwi mają ADHD?  Gdzie przebiega granica między byciem normalnym a "myślącym inaczej"?


Skąd mam wiedzieć, że nie jestem nienormalny? Skąd mam wiedzieć, że nie jestem inny, tak jak Oskar? Jest, jaki jest, przyzwyczailiśmy się do niego. No ale chyba nie jest nienormalny? Tylko inny. Jednak nie aż tak bardzo inny. Bo zazwyczaj go rozumiem, wiem, o co mu chodzi. Może to dlatego, że jestem taki jak on, pomyślałem. Może też mam tę chorobę w głowie, chorobę, która nie jest chorobą. Skąd mam to wiedzieć? Skąd się wie, że jest się normalnym, takim jak inni? Nie mogłem przestać o tym myśleć.


Książka Pera Nilssona w przyjazny i mądry sposób przybliża tak często spotykaną wśród dzieci dysfunkcję. Uczy wyrozumiałości i empatii wobec tego zjawiska, ale też pomaga przełamać strach i mnożące się wokół niego stereotypy. Bardzo znamienne są słowa taty Dawida, które pozwolę sobie na koniec zacytować. 

Nie ma normalnych ludzi. Nikt nie jest zwyczajny. Jesteśmy niezwyczajni i nienormalni na różne sposoby. 

Serdecznie polecam i dziękuję Wydawnictwu Zakamarki za książkę.

Jagoda Rychter



Tekst: Per Nilsson
Ilustracje: Pija Lindenbaum
Tytuł: Inny niż wszyscy. Opowiadanie o chłopcu, który chce wiedzieć czy jest normalny
Tytuł oryginału: Inte som alla andra
Tłumaczenie z języka szwedzkiego: Marta Rey-Radlińska
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok i miejsce wydania: Poznań 2017
Wiek: 6+

13 x 18 cm
twarda oprawa
68 stron



poniedziałek, 30 stycznia 2017

"Moja mama Gorylica" Fridy Nilsson

Główną zasadą wydawnictwa Zakamarki jest publikowanie książek z wartościową treścią, dopracowanym językiem i dobrą, niesztampową ilustracją. Taka właśnie jest książka Fridy Nilsson, szwedzkiej pisarki młodego pokolenia, która tym razem na warsztat bierze trudny temat adopcji. "Moja mama Gorylica" w ciepły i dość absurdalny sposób opisuje historię Jonny - wychowanki domu dziecka "Czysty Kąt", prowadzonego przez surową i bezlitosną Gerd, której największą ambicją jest utrzymanie przybytku w sterylnych warunkach, okupionych morderczą pracą podopiecznych. Zmuszanie dzieci do fizycznej pracy, nieustanna kontrola i publiczne wytykanie wad i błędów, tylko potęgują marzenia porzuconych dzieci o prawdziwym domu i troskliwych rodzicach:

Za każdym razem, gdy pod dom zajeżdżał samochód, od razu oblepiały go wszystkie dzieci. Przepychały się i torowały sobie drogę łokciami, byle tylko pierwszym dobiec do samochodu, pokazać się gościom i może wreszcie się stąd wynieść. Tak bardzo tęskniliśmy! Tęskniliśmy za prawdziwym domem, prawdziwą mamą, taką z pięknymi włosami spiętymi w kok, roztaczającą wokół siebie zapach perfum. Mamą, która martwiłaby się stłuczonymi kolanami, mówiła "oj, ty moje biedactwo" i od razu przynosiła plaster. I za tatą w wypastowanych butach, który od razu biegłby kupić komiks dla swojego chorego na grypę dziecka. 

Nieustannie "wyświnione łapska" Jonny niespodziewanie stają się furtką do nowego świata, do którego zabiera dziewczynkę Gorylica. Wizerunek nowej opiekunki okazuje się daleki od wymarzonego obrazu przyszłej mamy, który towarzyszył Jonnie w chwilach największego smutku. Profesja, którą zajmuje się właścicielka złomowiska też pozostawia wiele do życzenia, tym bardziej, że sprzedaż rzeczy wyrzucanych na śmietnik odbywa się na nieuczciwych względem klienta zasadach. Wysoka na dwa metry i gruba jak beczka Gorylica okazuje się jednak istotą o wielkim sercu, a jej zapyziałe mieszkanie w starej, opuszczonej fabryce to najprzytulniejszy kąt, w którym Jonna poznaje uroki szczęśliwego życia wedle zasady No panic on Titanic: 

Wieczory robiły się coraz ciemniejsze i zimniejsze, ale w domu było przytulnie i ciepło. Czarna sierść Gorylicy poprzyczepiała się do mojego koca, tego w piernikowe serca. Na stoliku nocnym stał mój obtłuczony mikołaj i było mu tam bardzo dobrze. Szczoteczka do zębów leżała w szufladzie, od dawna nieużywana. Włosy miałam coraz bardziej rozczochrane, a moje dżinsy były z każdym dniem coraz brudniejsze. Tak naprawdę nie wyobrażałam sobie, że można tęsknić za czymś innym. Kto marnowałby czas na wietrzenie pościeli i mycie, kiedy w życiu było tyle ważniejszych spraw? Na przykład jazda na rowerze. Albo czytanie książek. Albo zbijanie majątku na złomowisku. Albo siedzenie u Gorylicy na kolanach w ciemne wieczory pod koniec września, jedzenie kanapek z jajkiem sadzonym i słuchanie, jak deszcz uderza o szyby w suficie, wiatr świszcze w ścianach, a ogień trzaska w piecu. 


ilustr. Lotta Geffenblad

 



Powrót do białych ścian, wypucowanych okien i gładko przyczesanych dzieci byłby dla Jonny największym koszmarem. U Gorylicy czuje się bezpiecznie, a dom, w którym mieszka wypełnia miłość, wzajemny szacunek i zrozumienie. Nawet czystość, którą czasami udaje się osiągnąć wspólnymi siłami jest inna niż w domu dziecka, bo niewymuszona pokrzykiwaniem i łajaniem Gerd. Spokojny i niespieszny rytm życia Jonny i jej mamy próbuje zniszczyć Tord Fjordmark - członek rady gminy, który w imię zasady "po trupach do celu" próbuje pozbawić  świeżo upieczoną mamę, zarówno domu, jak i dziecka. Na pewno domyślacie się, że miłośniczka  Olivera Twista tak łatwo nie pozwoli zburzyć wspólnie wypracowanego szczęścia. Jeśli jesteście ciekawi, jak zakończyła się ta piękna, choć kontrowersyjna historia, zapraszam do lektury!


Jagoda Rychter






Frida Nilsson, Moja mama Gorylica, ilust. Lotta Geffenblad, tłum. Agnieszka Stróżyk, wyd. Zakamarki, Poznań 2014. 

"Piaskowe medytacje" Åsy Lind

Minęło już prawie dziesięć lat odkąd Piaskowy wilk Åsy Lind został przetłumaczony z języka szwedzkiego, zyskując jednocześnie swoich wiernych fanów wśród polskich dzieci. Nie jest to jednak książka przeznaczona wyłącznie dla młodych czytelników, o czym świadczą  liczne pochlebne recenzje dorosłych blogerów książkowych, oczarowanych historią Karusi. Myślę, że jest to jedna z tych książek, z którymi człowiek dojrzewa i z której może czerpać garściami w każdym momencie swojego życia.



Karusia jest nad wyraz ruchliwym i ciekawym świata dzieckiem, próbującym rozwiązać liczne zagadki otaczającego świata. Pomaga jej w tym Piaskowy wilk, który pewnego dnia wynurza się z piaszczystej plaży, przy której mieszka dziewczynka wraz ze swoimi rodzicami. Dorośli, zajęci codziennymi sprawami, nie zawsze znajdują czas na mierzenie się z nurtującymi pytaniami ich dziecka. Sprzymierzeńcem Karusi staje się "nieziemsko mądry" zwierz, który między liczeniem kropel deszczu a polowaniem na księżycowy blask spędza swój czas na rozmowach z dziewczynką. Spiczastouchy wilk, odkrywa przed uważną słuchaczką prawa, którymi rządzi się niezrozumiały dla niej świat dorosłych. Od wilka Karusia dowiaduje się między innymi, że "przyklejony" do gazety tata padł ofiarą hipnotyzującej mocy liter, a przybywające z dnia na dzień siniaki są w rzeczywistości medalami za odwagę. Dziewczynka kontaktuje się z wilkiem zawsze wtedy, gdy nie może liczyć na uwagę rodziców, czuje się przez nich zlekceważona, bądź ma poczucie niewyczerpania jakiegoś tematu. Wzajemne zrozumienie zwykle uniemożliwia kurczowe trzymanie się swojej perspektywy, o czym często zapominają rodzice Karusi, patrząc na swoje dziecko tylko i wyłącznie oczami dorosłego:


"(...) - Łatwo im mówić! Są dorośli i już zapomnieli! (...) Że jak się rośnie, to w całym ciele wierzga coś i bryka bez opamiętania. Jak popopopopcorn! (...) Ty to wiesz i ja, i każda najmniejsza żabka. Ale dorośli, oni już nie rosną i zapomnieli, jakie to uczucie! (...) Nie usiedzi człowiek mały jak dorosły skamieniały. Rośnie rano, rośnie w nocy, strzela w górę jak z procy. A nogi sobie wierzgają i wierzgać nie przestają!". 

Te różnice w patrzeniu na świat w mig wychwytuje prastary wilk, tłumacząc Karusi niezrozumiałe dla niej zachowania rodziców. Na szczęście dorośli z książki Åsy Lind szybko się uczą i stać ich na to by w porę "pochylić się" nad własnym dzieckiem. W końcu zrozumieją, że mówienie bez zastanowienia "nie", to często przypadkowy zakaz, który może zadać dziecku wiele bólu, jak w przypadku Karusi, rwącej się do pomocy przy domowych obowiązkach. To samo dotyczy marudzenia, o które jest często oskarżana dziewczynka, choć w rzeczywistości powtarzanie tego samego komunikatu wynika zwykle z nieumiejętności słuchania lub braku uwagi rozmówcy. Interesujący jest również fragment, w którym Karusia ma dać popisowy numer w trakcie niezapowiedzianej wizyty gości. Wstyd przed publicznym wystąpieniem to przecież nie tylko przypadłość dziecka - wystarczy odwrócić rolę i poczuć te same emocje, które tak często dorośli wytykają swoimi palcami.
Dużo w tej książce korczakowskich mądrości, o których często zapominamy, dając upust własnym słabościom. Warto o nich pamiętać i praktykować w codziennym życiu, choć jak przypomina Janusz Korczak - rzecz to niezwykle trudna:

"Powiadacie:
- Nuży nas obcowanie z dziećmi. 
Macie słuszność.
Mówicie:
- Bo musimy się zniżać do ich pojęć.
Zniżać, pochylać, naginać, kurczyć.
Mylicie się.
Nie to nas męczy.
Ale - że musimy się wspinać do ich uczuć.
Wspinać, wyciągać, na palcach stawać, sięgać.
Żeby nie urazić".
(Janusz Korczak, Kiedy znów będę mały)

Oby więcej takich książek na polskim rynku wydawniczym. Serdecznie polecam.

Jagoda Rychter


Åsa Lind, Piaskowy wilk, ilust. Kristina Digman, tłum. Agnieszka Stróżyk, wyd. Zakamarki, Poznań 2007.