Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudne tematy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudne tematy. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lipca 2017

"Dziewczynka i drzewo kawek" Riitty Jalonen

Szaroburość ostatnich dni, związana z nastaniem w Olsztynie pory deszczowej, skutecznie uziemiła mnie w domu. Zaczynam odczuwać tęsknotę za upalnym latem, które zawitało na chwilę na Warmię i odeszło na południe, jakby tam go było mało. Wraz z przyjściem lipca zrobiło się jesiennie i leniwie, a to spowodowało wzmożony ruch na "półeczce". Książki znikają jedna po drugiej i ustępują miejsca kolejnym pozycjom, które niecierpliwie wyciągają do mnie swoje szeleszczące macki. Dziś będzie o jednej z nich, która szumi jak drzewo, uspokaja swoim naturalnym rytmem i zmusza do wsłuchania się w jej bogate wnętrze.
Dziewczynka i drzewo kawek jest książką o żałobie dziecka po stracie taty. To próba uporządkowania myśli i emocji w nowej rzeczywistości, zdominowanej przez poczucie braku. Do tej pory stały i bezpieczny mikrokosmos, który symbolizują skrzyżowane ręce rodziców, rozpada się, przynosząc uczucie smutku i tęsknoty. Te nieznane emocje, które kłębią się gdzieś w środku pod ubraniami, trzeba zrozumieć, nazwać i spróbować oswoić. Czas nie płynie, jak kiedyś, spokojnym i bezpiecznym rytmem, lecz zatrzymuje się i niebezpiecznie zawraca. Dziewczynka przypomina sobie ukochaną łódź ojca, do której wsiada, unosząc się na meandrach wspomnień. Widzi siebie na barkach ojca i podczas snu, kiedy zajmuje środek łóżka. Dzięki tym obrazom czuje jego obecność, spogląda na krzepiący uśmiech i słyszy uśmierzający głos. Czy tata jest w niebie? Co teraz czuje? Czy może być w różnych miejscach jednocześnie? 

Wspomnienia odlatują jak kawki, żegnane miarowym kołysaniem gałęzi. Jednak nie można ich zapomnieć, bo żyją w nas i są nieodłączną częścią naszej wędrówki. Drzewo czeka na powrót kawek i wie, czym jest tęsknota. Jego serce bije rytmicznie, tak jak serce taty. Trzeba je tylko mocno objąć i wsłuchać się w ten kojący dźwięk. 

Podczas lektury płakałam. Jest w tej książce ogromny smutek i melancholia, które potęgują stonowane i pełne ukrytych symboli ilustracje. Na szczęście jest też wiara w budującą siłę miłości. Fizyczny ból, którego doświadcza dziecko po stracie najbliższej osoby, mogą ukoić tylko czyjeś ramiona - w tym wypadku kochającej matki. To one przywracają nadzieję i wiarę w "nowy początek", nadają właściwy rytm życiu i pozwalają spojrzeć spokojnie w przyszłość. 

Polecam serdecznie,

Jagoda Rychter


Autor: Riitta Jalonen
Tytuł: Dziewczynka i drzewo kawek
Ilustracje: Kristiina Louhi
Tłumaczenie z języka fińskiego: Iwona Kosmowska
Wydawnictwo: Tatarak 
Rok i miejsce wydania:  Warszawa 2008
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 23,5 cm x 26 cm
Wiek: 10+

niedziela, 7 maja 2017

"Bajka o Wojnie" Joanny Rudniańskiej

Wojna to mała dziewczynka, której tata, zafascynowany militariami, przekazuje niebezpiecznego "bakcyla". Niczego nieświadoma córka uwielbia uczestniczyć w wojskowych defiladach i pokazach broni. Jej zainteresowań nie podziela matka, próbująca ochronić siebie i małego synka przed okrutną rzeczywistością. Wojna nienawidzi swojego braciszka, który w przeciwieństwie do niej, ma szansę zostać dzielnym żołnierzem. To on będzie mógł nosić mundur, będzie wydawać rozkazy, a przede wszystkim będzie jednym z podwładnych  Cesarza, któremu należy bezwzględnie służyć. Wojna chce maszerować w pochodach, tymczasem jest angażowana jedynie do prac domowych i opieki nad młodszym bratem. 

Życie w mieście staje się coraz trudniejsze. Zaczyna brakować jedzenia i rzeczy potrzebnych do życia. Samoloty zrzucają bomby, burząc domy i wzniecając pożary. Sielski krajobraz zastępuje ogień, dym i zgliszcza. Wojnie brakuje ojca, który wyjeżdża walczyć do obcych krajów. Wciąż wierzy w jego rychły, zwycięski powrót, a tym samym w poprawę warunków życia. Najbardziej dziewczynce doskwiera głód, który niczym potwór zjada ją po kawałku, podsycając nienawiść do braciszka, z którym musi się dzielić ostatnimi okruchami jedzenia. Kiedy pewnej nocy zjada wszystko, co znajduje w zakamarkach spiżarni i zostaje skarcona przez matkę, wybucha złością, wołając o śmierć dla matki i brata. W tym momencie spada bomba, zabierając ze sobą wszystko. 

Co to jest? I czemu odpowiedziało na jej krzyk? Co to? Co to? I ten huk jakby zawaliło się wszystko. I straszny wiatr, gorący powiew. Wojna podniosła głowę. Tak, zawaliło się wszystko. Nie było domu i nie było miasta. Wszędzie leżały deski, deseczki i drzazgi. I było bardzo cicho. Drzewa nie miały liści. Tylko rzeka płynęła.  

Ten niekontrolowany wybuch agresji niszczy wszystko - dom, rodzinę, przyrodę, względny spokój małej miejscowości. Dziewczynka poznaje prawdziwe oblicze wojny, które nie ma nic wspólnego z uroczystymi defiladami. Zewsząd słychać krzyki i jęki okaleczonych istot. Pozostają bezlistne drzewa, czarny dym i rzeka pełna trupów. Czarna, zakapturzona postać, która zabiera dziewczynkę, w moim odczuciu symbolizuje śmierć, po której zostaje pustka. W obliczu wojny, nawet tata znaczy tyle, co maleńki pyłek, który jednym ruchem można zmieść z powierzchni ziemi. Kiedy wraca z frontu, porzuca mundur i militarne zapędy. W tym starciu przegrał wszystko. 

Japońska dziewczynka z maczetą w dłoni i kwitnąca wiśnia symbolizują tragedię Hiroszimy, tym razem widzianą oczami dziecka. Jest to bardzo uniwersalna opowieść, która ukazuje prawdziwe oblicze wojny, ludzką naiwność i skutki rodzącej się nienawiści. Całość wzbogacają wymowne ilustracje Piotra Fąfrowicza. Początkowy, sielski krajobraz z każdą stroną zalewa niebezpieczna fala czerni i czerwieni, symbolizująca krew, ból i cierpienie niewinnych istot. Ostatnia ilustracja przynosi jednak nadzieję i słońce znów wychodzi z granatowego, uśpionego nieba. Bo Wojna zmienia imię na Pokój, puszczając raz do roku świecące lampiony, upamiętniające ofiary strasznej zagłady.

Polecam serdecznie,

Jagoda Rychter


Autor: Joanna Rudniańska
Tytuł: Bajka o Wojnie
Ilustracje: Piotr Fąfrowicz
Wydawnictwo: BAJKA
Rok i miejsce wydania: Warszawa 2015
Liczba stron: 36
Oprawa: twarda, folia błyszcząca
Format: 240 x 240 mm
Wiek: 7+

poniedziałek, 6 marca 2017

"Wiktorio, I love you" Maja Hjertzell



Jedno z łacińskich przysłów mówi, że znaleźć przyjaciela jest tak samo trudno jak rzadkiego ptaka (amicus verus est rara avis). Niezbyt pocieszająca perspektywa dla małomównej dziewięciolatki, nie potrafiącej się odnaleźć wśród swoich rówieśników. Świadomość bycia "odludkiem" potęguje zatroskana mama, która za wszelką cenę usiłuje znaleźć córce grono psiapsiółek. Problem w tym, że potencjalne kandydatki nie są zainteresowane przyjaźnią z Linn. I vice versa. Dlaczego tak trudno dziewczynce znaleźć bratnią duszę? Gdzie szukać przyjaciela i jak go rozpoznać? A może przyjaźń rodzi się ot tak, bez planu i specjalnego zaproszenia? O tym właśnie jest książka Wiktorio, I love you szwedzkiej bibliotekarki. 

Pewnego dnia, przed blokiem zamieszkanym przez Linn i jej mamę, parkuje książkobus. Takie niecodzienne wydarzenie nie może umknąć uwadze dziewięciolatki, która uwielbia, jak przydarza się coś niezwykłego. Pojawienie się nietypowego wehikułu z podobnym zainteresowaniem śledzi Runa, wścibska sąsiadka, lubująca się w pisaniu skarg i zażaleń pod pseudonimem "obywatelka". Hałas, smród i brak umowy najmu, to wystarczające powody, dyskwalifikujące Wiktorię w oczach sąsiadki. Na szczęście, ekscentryczna bibliotekarka, która wprowadza się do "kostki cukru" - małego domku między blokami - za nic ma przyzwyczajenia mieszkańców osiedla i normy, których z zaciekłością broni Runa. 

ilustr. Anna Nilsson

Zupełnie inne uczucia wobec bibliotekarki żywi dziewięcioletnia Linn, z którą bardzo szybko nawiązuje nić porozumienia. "Kostka cukru" wyrównuje poziom endorfin, który notorycznie spada po kolejnych niepowodzeniach, jakich doznaje dziewczynka w domu i szkole. Książkobus zaczyna pełnić funkcję pokoju zwierzeń, w którym dziewięciolatka odkrywa się ze swoimi smutkami, znajdując tak potrzebne zrozumienie. Tam też spotyka Simona, który z czasem stanie się kimś więcej, niż tylko znajomym z mobilnej biblioteki. 

Punktem zwrotnym w książce jest nagły pożar, który wybucha w bloku, a którego źródłem jest mieszkanie złośliwej Runy. To także moment, w którym drogi wszystkich bohaterów stykają się i dochodzi do swoistego "katharsis" między matką a córką. Gdy kobiety tracą nie tylko grunt pod nogami, ale i dach nad głową, zdobywają się w końcu na szczerą rozmowę. Do mamy Linn dociera, że dziewczynka nie potrzebuje przyjęcia urodzinowego, bo i bez niego potrafi sobie znaleźć przyjaciół. Potrzebuje natomiast zrozumienia, akceptacji i uwagi bez zbędnego trajkotania o tym, co wypada, a co nie. 

Gotowe recepty na szczęście, które skrzętnie podsuwa nam prasa czy telewizja, nie zawsze się sprawdzają. Każdy z nas jest wyjątkowy, więc nasze potrzeby też się różnią. Gdyby mama Linn uważniej słuchała córki i poświęcała jej więcej czasu, zrozumiałaby, dlaczego dziewczynka nie chce spędzać swoich urodzin wśród koleżanek z klasy. Niektórych rzeczy nie da się zaplanować, bo wymagają czasu, cierpliwości, a nawet spontaniczności. To, co mieszczące się w ogólnie przyjętych normach, nie zawsze się sprawdza. Tak jest w przypadku Linn, która wbrew zasadom mamy, zaprzyjaźnia się z szaloną bibliotekarką, a bratnią duszę niespodziewanie spotyka  w lesie (nie na przyjęciu urodzinowym, tak starannie zaplanowanym przez mamę). Czasem wystarczy posłuchać intuicji i serca, bo bez tego nie ma szans na prawdziwą przyjaźń. 

Książka Maji Hjertzell to kolejna pozycja do rozważań na temat szeroko pojętej "inności". Tytułowa bohaterka odważnie wyłamuje się wszelkim stereotypom i normom społecznym, a jej dewiza życiowa brzmi - jeśli zawsze będziesz robić tylko to, co trzeba i wypada, nigdy nie odkryjesz nic nowego. Tym samym udowadnia, że kobieta może być kierowcą tira, a biblioteka nie musi mieć stałego adresu. Dzięki niej Linn utwierdza się w przekonaniu, że warto iść swoją drogą, bez względu na opinie innych. Poza tym te wydawane są często zbyt pochopnie.

Podsumowując, kolejna świetna pozycja od Wydawnictwa Zakamarki do połknięcia w jeden wieczór. Będzie też świetną powtórką (bądź lekcją) sentencji łacińskich. 

Zachęcam do lektury,

Jagoda Rychter

ilustr. Anna Nilsson


Autor: Maja Hjertzell
Tytuł: Wiktorio, I love you
Tytuł oryginału: I love you Viktoria Andersson
Ilustracje: Anna Nilsson
Przekład z języka szwedzkiego: Marta Wallin
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok i miejsce wydania: Poznań 2016
Wiek: 6+

15 x 20,5 cm
twarda oprawa 
płócienny grzbiet
140 stron

czwartek, 16 lutego 2017

"Inny niż wszyscy" Pera Nilssona

Wśród premier książkowych Wydawnictwa Zakamarki moją uwagę zwróciła książka Pera Nilssona Inny niż wszyscy, która jest kolejną częścią przygód Dawida z książki Zakochałem się w Milenie. Bardzo cenię sobie szwedzką literaturę dla dzieci, w której nie brak postaci wyraźnie odstających od panujących norm, a autorzy nie boją się zabierać głosu w sprawach ważnych, ale też trudnych dla dziecka, takich jak śmierć, adopcja, rozwód, bezrobocie czy uzależnienia. Na kartach najpopularniejszych książek pojawiają się wytatuowane opiekunki, dziewczynki grające w piłkę, czy ojcowie w roli gospodyń domowych. Bohaterowie wyłamujący się ze swoich społecznych ról, walczący ze stereotypami czy własnymi ograniczeniami uczą tolerancji, otwartości i wrażliwości na to, co inne i nietypowe. Niezwykle wartościową książką, będącą równocześnie pochwałą różnorodności jest książka Inny niż wszyscy, w której rozważania koncentrują się wokół chłopca z zespołem Aspergera.  

ilustr. Pija Lindenbaum
W klasie Dawida jest chłopiec, który zachowuje się nietypowo. Przed każdą lekcją układa swoje książki w eleganckie stosiki, a podczas zajęć zadaje wnikliwe pytania, dzieląc się swoją nieprzeciętną wiedzą, którą zgłębia w samotności. Jest dokładny, staranny i skupiony na tych czynnościach, które porządkują jego życie i wymagają ścisłej kontroli. Z tej przyczyny zyskał miano "profesorka", wyraźnie odstając poziomem swojej wiedzy od reszty klasy. Mimo częstej absencji w szkole, Oskar ma swoich ulubionych kolegów, których zaprasza na swoje urodziny. Niestety zwykle o nich zapomina, zwłaszcza gdy zaczyna mówić o swoich wąskich zainteresowaniach, do których należą m.in. klasyfikacja gatunkowa rybek akwariowych czy analiza systemu numerów telefonicznych, przydzielanych mieszkańcom osiedla. O przypadłości Oskara informuje uczniów ich wychowawczyni, prosząc jednocześnie o wyrozumiałość wobec nietypowych zachowań chłopca. 

Przypadek Oskara wywołuje w Dawidzie niepokój i zmusza do znalezienia odpowiedzi na pytanie - co to właściwie znaczy być normalnym? Przecież ludzie różnią się między sobą nie tylko wyglądem, ale też usposobieniem, zainteresowaniami i zachowaniem. Czy nad wyraz rozwinięta wyobraźnia, która objawia się częstym "bujaniem w obłokach" to już symptomy choroby? Czy wszyscy, którzy rozrabiają i są nadpobudliwi mają ADHD?  Gdzie przebiega granica między byciem normalnym a "myślącym inaczej"?


Skąd mam wiedzieć, że nie jestem nienormalny? Skąd mam wiedzieć, że nie jestem inny, tak jak Oskar? Jest, jaki jest, przyzwyczailiśmy się do niego. No ale chyba nie jest nienormalny? Tylko inny. Jednak nie aż tak bardzo inny. Bo zazwyczaj go rozumiem, wiem, o co mu chodzi. Może to dlatego, że jestem taki jak on, pomyślałem. Może też mam tę chorobę w głowie, chorobę, która nie jest chorobą. Skąd mam to wiedzieć? Skąd się wie, że jest się normalnym, takim jak inni? Nie mogłem przestać o tym myśleć.


Książka Pera Nilssona w przyjazny i mądry sposób przybliża tak często spotykaną wśród dzieci dysfunkcję. Uczy wyrozumiałości i empatii wobec tego zjawiska, ale też pomaga przełamać strach i mnożące się wokół niego stereotypy. Bardzo znamienne są słowa taty Dawida, które pozwolę sobie na koniec zacytować. 

Nie ma normalnych ludzi. Nikt nie jest zwyczajny. Jesteśmy niezwyczajni i nienormalni na różne sposoby. 

Serdecznie polecam i dziękuję Wydawnictwu Zakamarki za książkę.

Jagoda Rychter



Tekst: Per Nilsson
Ilustracje: Pija Lindenbaum
Tytuł: Inny niż wszyscy. Opowiadanie o chłopcu, który chce wiedzieć czy jest normalny
Tytuł oryginału: Inte som alla andra
Tłumaczenie z języka szwedzkiego: Marta Rey-Radlińska
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok i miejsce wydania: Poznań 2017
Wiek: 6+

13 x 18 cm
twarda oprawa
68 stron



poniedziałek, 30 stycznia 2017

"Moja mama Gorylica" Fridy Nilsson

Główną zasadą wydawnictwa Zakamarki jest publikowanie książek z wartościową treścią, dopracowanym językiem i dobrą, niesztampową ilustracją. Taka właśnie jest książka Fridy Nilsson, szwedzkiej pisarki młodego pokolenia, która tym razem na warsztat bierze trudny temat adopcji. "Moja mama Gorylica" w ciepły i dość absurdalny sposób opisuje historię Jonny - wychowanki domu dziecka "Czysty Kąt", prowadzonego przez surową i bezlitosną Gerd, której największą ambicją jest utrzymanie przybytku w sterylnych warunkach, okupionych morderczą pracą podopiecznych. Zmuszanie dzieci do fizycznej pracy, nieustanna kontrola i publiczne wytykanie wad i błędów, tylko potęgują marzenia porzuconych dzieci o prawdziwym domu i troskliwych rodzicach:

Za każdym razem, gdy pod dom zajeżdżał samochód, od razu oblepiały go wszystkie dzieci. Przepychały się i torowały sobie drogę łokciami, byle tylko pierwszym dobiec do samochodu, pokazać się gościom i może wreszcie się stąd wynieść. Tak bardzo tęskniliśmy! Tęskniliśmy za prawdziwym domem, prawdziwą mamą, taką z pięknymi włosami spiętymi w kok, roztaczającą wokół siebie zapach perfum. Mamą, która martwiłaby się stłuczonymi kolanami, mówiła "oj, ty moje biedactwo" i od razu przynosiła plaster. I za tatą w wypastowanych butach, który od razu biegłby kupić komiks dla swojego chorego na grypę dziecka. 

Nieustannie "wyświnione łapska" Jonny niespodziewanie stają się furtką do nowego świata, do którego zabiera dziewczynkę Gorylica. Wizerunek nowej opiekunki okazuje się daleki od wymarzonego obrazu przyszłej mamy, który towarzyszył Jonnie w chwilach największego smutku. Profesja, którą zajmuje się właścicielka złomowiska też pozostawia wiele do życzenia, tym bardziej, że sprzedaż rzeczy wyrzucanych na śmietnik odbywa się na nieuczciwych względem klienta zasadach. Wysoka na dwa metry i gruba jak beczka Gorylica okazuje się jednak istotą o wielkim sercu, a jej zapyziałe mieszkanie w starej, opuszczonej fabryce to najprzytulniejszy kąt, w którym Jonna poznaje uroki szczęśliwego życia wedle zasady No panic on Titanic: 

Wieczory robiły się coraz ciemniejsze i zimniejsze, ale w domu było przytulnie i ciepło. Czarna sierść Gorylicy poprzyczepiała się do mojego koca, tego w piernikowe serca. Na stoliku nocnym stał mój obtłuczony mikołaj i było mu tam bardzo dobrze. Szczoteczka do zębów leżała w szufladzie, od dawna nieużywana. Włosy miałam coraz bardziej rozczochrane, a moje dżinsy były z każdym dniem coraz brudniejsze. Tak naprawdę nie wyobrażałam sobie, że można tęsknić za czymś innym. Kto marnowałby czas na wietrzenie pościeli i mycie, kiedy w życiu było tyle ważniejszych spraw? Na przykład jazda na rowerze. Albo czytanie książek. Albo zbijanie majątku na złomowisku. Albo siedzenie u Gorylicy na kolanach w ciemne wieczory pod koniec września, jedzenie kanapek z jajkiem sadzonym i słuchanie, jak deszcz uderza o szyby w suficie, wiatr świszcze w ścianach, a ogień trzaska w piecu. 


ilustr. Lotta Geffenblad

 



Powrót do białych ścian, wypucowanych okien i gładko przyczesanych dzieci byłby dla Jonny największym koszmarem. U Gorylicy czuje się bezpiecznie, a dom, w którym mieszka wypełnia miłość, wzajemny szacunek i zrozumienie. Nawet czystość, którą czasami udaje się osiągnąć wspólnymi siłami jest inna niż w domu dziecka, bo niewymuszona pokrzykiwaniem i łajaniem Gerd. Spokojny i niespieszny rytm życia Jonny i jej mamy próbuje zniszczyć Tord Fjordmark - członek rady gminy, który w imię zasady "po trupach do celu" próbuje pozbawić  świeżo upieczoną mamę, zarówno domu, jak i dziecka. Na pewno domyślacie się, że miłośniczka  Olivera Twista tak łatwo nie pozwoli zburzyć wspólnie wypracowanego szczęścia. Jeśli jesteście ciekawi, jak zakończyła się ta piękna, choć kontrowersyjna historia, zapraszam do lektury!


Jagoda Rychter






Frida Nilsson, Moja mama Gorylica, ilust. Lotta Geffenblad, tłum. Agnieszka Stróżyk, wyd. Zakamarki, Poznań 2014. 

Bo pamiętnik jest po to, żeby nie zapominać...

Gdy we wspomnieniach przywołujemy postać Janusza Korczaka, najczęstszym obrazem, który wówczas staje nam przed oczami jest jego ostatni marsz na Umschlagplatz, będący jednocześnie aktem nadludzkiego poświęcenia i heroizmu. Zdaniem Henryka Grynberga "Nasze rocznicowe zachwyty nad bohaterską śmiercią Starego Doktora, który nie chciał ratować swego życia i pojechał wraz z dziećmi do Treblinki są w gruncie rzeczy zniewagą dla tego człowieka i uwłaczają jego pamięci" (H. Grynberg, Duch ludzki jako sierota, w: tegoż, Prawda nieartystyczna, Czeladź 1990, s. 123). W podobnym tonie wypowiada się Iwona Chmielewska, autorka Pamiętnika Blumki, który w 2011 roku ukazał się nakładem wydawnictwa Media Rodzina. Autorka swoją pracę nad książką rozpoczęła od wnikliwej lektury Pamiętników Korczaka oraz książek mu poświęconych, by dojść do wniosku, że Korczak nie życzyłby sobie kolejnej książki o ostatnich miesiącach jego życia. Dzięki temu powstała książka niezwykła, która w swej prostocie i oryginalnej formie ukazuje to, co udało się Korczakowi zbudować, a nie to, co mu na koniec odebrano.



ilustr. Iwona Chmielewska



Przywołując postać słynnego pedagoga, Chmielewska sięgnęła po formę najwyższą, czyli picture-booka, którego odbiór wymaga od czytelnika lektury uważnej, nieśpiesznej, medytacyjnej. Tu kluczową rolę odgrywa relacja między tekstem a obrazem, które są "zszyte bezszwowo" i wzajemnie się uzupełniają. To, czego na pierwszy rzut oka nie znajdziemy w obrazie, jest ukryte w tekście, zaś to, czego nie znajdziemy w tekście, często odnajdziemy w towarzyszącym mu obrazie. Stosowana przez Chmielewską oszczędność środków wyrazu i wzruszająca prostota, odkrywa przed czytelnikiem również treści, których nie ma ani w obrazie, ani w tekście. Na tym polega magia tych książek, które we wszechobecnej kulturze nadmiaru i powszechnym zalewie tandety zasługują na miano wyjątkowych i niebanalnych.

Korczakowski "kodeks wychowania" poznajemy dzięki Blumce, jednej z wychowanek Domu Sierot, która prowadzi pamiętnik, wzbogacony zdjęciami. Na pierwszej fotografii patrzy na nas dwanaścioro dzieci wraz z Panem Doktorem, którym poświęcone są kolejne karty pamiętnika. Na samym początku poznajemy Zygmusia, nieustannie głodnego chłopca, który polubił nawet tran. Nieco dalej pięcioletni Kocyk pomaga przy rozładunku węgla, używając do tego swojego nocnika, który Chmielewska skrzętnie ukryła pod małym łóżeczkiem. Piękne szufladki to dzieło Abramka, najzręczniejszego stolarza, zakochanego w Hannie. Papierowy samolot symbolizuje zaś niezapomnianą wycieczkę samolotem, którą Staś otrzymał w nagrodę za dobre sprawowanie i uznanie ze strony rówieśników. To tylko niektóre sylwetki zapamiętanych dzieci. Z tej prostej, dziecinnej narracji wyłania się obraz doktora, który swoich podopiecznych traktuje z szacunkiem, uważnie ich słucha, uczy wyrozumiałości i umiejętności przebaczania. Wychowankowie sierocińca przeglądają się w sobie jak w zwierciadle i wspólnie rozpatrują popełniane na co dzień błędy. Korczakowski porządek, który zapanował na Krochmalnej jest wynikiem troski doktora o świat, o człowieka, a zwłaszcza tego małego, bezbronnego, najbardziej podatnego na zło ówczesnego świata.


ilustr. Iwona Chmielewska


Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia brakiem, dlatego Chmielewska, która przeciwstawia się tej tendencji, historię o Korczaku kończy na Umschlagplatz. Symbol pędzącej lokomotywy, który widnieje na przedostatniej stronie książki, jest zapowiedzią nadchodzącej tragedii, o której należy pamiętać, lecz która nie powinna przysłaniać tego, nad czym Korczak pracował całe życie.


Iwona Chmielewska, Pamiętnik Blumki, wyd. Media Rodzina, Poznań 2011.

W recenzji zawarłam odniesienia do wywiadu z Iwoną Chmielewską, przeprowadzonego przez Agnieszkę Sowińską:


Jagoda Rychter

"Książka wszystkich rzeczy" Guusa Kuijera




Literacka Nagroda Pamięci Astrid Lindgren (Astrid Lindgren Memorial Award), ustanowiona ku czci wybitej pisarki przez rząd szwedzki w 2002 roku, ma na celu propagowanie literatury dziecięcej i młodzieżowej na świecie i zwrócenie uwagi na poszanowanie praw dziecka na poziomie globalnym. Laureatem tej prestiżowej nagrody w 2012 roku został holenderski autor książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych - Guus Kuijer, a jego przejmująca Książka wszystkich rzeczy została przetłumaczona przez Jadwigę Jędryas na język polski i dzięki wydawnictwu Dwie Siostry trafiła na polski rynek wydawniczy. 








Thomasa Kloppera poznajemy na początku opowieści jako dorosłego mężczyznę, który na podstawie swoich dziecięcych notatek, wraca do czasów, kiedy jako dziewięcioletni chłopiec musiał mierzyć się z fanatyzmem religijnym ojca. Stary Klopper, powołując się na słowo boże, wymusza na domownikach bezwzględne posłuszeństwo, stosując wobec nich przemoc fizyczną i psychiczną. Dla małego Thomasa liturgia jest abstrakcją, a przypowieści o plagach egipskich, tak chętnie czytane przez ojca, skutecznie oddalają chłopca od srogiego i gniewnego Stwórcy. Wszelkie wątpliwości i próby podważania słowa bożego są wybijane z młodego umysłu drewnianą warząchwią, którą ojciec Thomasa tak chętnie wymierza sprawiedliwość. Z każdym uderzeniem chłopiec traci resztki wiary w istnienie Boga, który choć wszechmocny, nie potrafi przeciwstawić się tyranii ojca. Chociaż ból, którego doświadcza na swojej skórze,  przecina skórę jak nóż, to przemoc wobec matki jest główną przyczyną rozpaczy Thomasa. Jego świat kurczy się do dźwięku klaśnięcia w policzek mamy, która stając często w obronie dzieci, jest regularnie bita przez męża. To właśnie wtedy chłopiec widzi, jak aniołowie w niebie zakrywają oczy skrzydłami, a ich chusteczki są tak mokre od łez, że nawet na pustyniach zaczyna padać. Jako głowa rodziny, Klopper jest przekonany, że jego obowiązkiem jest prowadzenie i kształtowanie żony i dzieci. Wszelkie próby sprzeciwu bożym przykazaniom nakładają na niego obowiązek egzekwowania bezwzględnego posłuszeństwa, nawet z użyciem siły. Jedyną prawdziwą księgą jest Pismo Święte, a te, które Thomas ma czytać w szkole, zostały napisane przez grzesznych ludzi, podobnych do "czarowników faraona". Prawdziwie naturalną i niewymuszoną przyjemność z czytania odkrywa chłopiec dzięki sąsiadce, z którą się zaprzyjaźnia, mimo zakazów ojca i jego oskarżeń o sympatyzowanie kobiety z komunistami i uprawianie czarów. To dzięki niej Thomas znajduje w sobie odwagę, by wyznać miłość swojej niepełnosprawnej koleżance, a niedługo potem zakłada klub miłośników czytania książek. Tym samym sprzeciwia się woli ojca, według którego tylko darmozjady i ciamajdy dążą do szczęścia i znajdują przyjemność w recytowaniu pustych wierszy. Przeciwstawienie się nakazom starego Kloppera ukazuje jego hipokryzję i tchórzostwo. W obliczu miłości i dobra ojciec jest przerażonym człowiekiem, który niczym "wystraszony dzieciak chowa się za szerokimi plecami Boga":

Tata obawiał się wesołości. a najbardziej lękał się drwin. Bał się, że ktoś mógłby powiedzieć, że człowiek pochodzi od małpy. Albo że ziemia jest o wiele starsza niż cztery tysiące lat. Albo że ktoś mógłby zapytać, skąd Noe wziął niedźwiedzie polarne. Albo że ktoś mógłby przekląć. Ojciec był śmiertelnie przerażonym człowiekiem (...). Nie potrafił. Nie śmiał przynależeć do innych. 

Jest to przejmująca, momentami dramatyczna, świetnie napisana opowieść, która trafi, zarówno do dziecięcych, jak i dorosłych serc. Nie sposób o niej zapomnieć i nie sposób do niej nie powrócić w późniejszym wieku.

Jagoda Rychter

Guus Kuijer, Książka wszystkich rzeczy, tłum. Jadwiga Jędryas, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2016.

niedziela, 29 stycznia 2017

Każdy dzień pachnie inaczej...

Wujek Rysiek mówi, że każdy dzień jakoś wygląda...

Ja nie wiem, co to znaczy, bo ja nie widzę. Mam zepsute oczy. Od zawsze. Taka się już urodziłam. Moje oczy są wyłączone jak pstryczek od światła - "pstryczek-elektryczek". Jak w wierszyku: "Jak tym pstryczkiem zrobisz pstryk, to się ciemno robi w mig". Ci, którzy mają włączony pstryczek, wiedzą, że każdy dzień jakoś wygląda. Ja nie. Ale moim zdaniem każdy dzień inaczej pachnie i dlatego z łatwością je rozpoznaję. 

Tak zaczyna się historia Konstancji, której tygodniowy dziennik jest wzruszającym świadectwem w pełni wartościowego odbioru świata za pomocą "czynnych" zmysłów. Dla dziewczynki każdy dzień pachnie inaczej. Niedzielę wypełnia aromat kawy, który poprzedza leniwe wylegiwanie się w łóżku z mamuliną. Mniej pożądanym zapachem w domu Konstancji jest zapach poniedziałkowego wstawania, no chyba, że jest to "lany poniedziałek", który pachnie niecierpliwym wyczekiwaniem na tradycyjne oblewanie wodą. Wtorek pachnie rybą, bezkresnym morzem i ręką taty, którego odwiedza w Gdańsku i który zabiera ją na koncert ulicznych grajków. Zapach nadchodzącego weekendu, tak wyraźnie wyczuwalny w środku tygodnia, może śmiało konkurować z zapachem papkowego ryżu, serwowanego co czwartek w szkolnej stołówce. Wyjątkowo pachnie tylko tłusty czwartek, który wypełnia woń cukru pudru, leśnych malin i dzikiej róży. A to wszystko dzięki najwspanialszym pączkom babci Flory. Był to bardzo słodki i lepki zapach, w który chciało się włożyć cały język. Jakby coś gęstego i ciężkiego, jak jakiś wielki koc, taki trochę kosmaty, pod którym chciałoby się przeleżeć cały dzień. Piątek Konstancji pachnie zimą, pociągiem i futerkiem z buta, do którego dziewczynka wsadza nos w poszukiwaniu mikołajkowego prezentu. Jednak najmilszy zapach, który wypełnia przestrzeń dziewczynki, związany jest z jej rodziną. To ona daje dziewczynce siłę, wsparcie i jest źródłem codziennych, zmysłowych doznań. Dzięki mamie i wujkowi Konstancja odkrywa magię słów, które rozciąga i dopasowuje jak plastelinę. Wówczas może swobodnie opowiadać o tym, czego nie widzi, odwołując się do własnych emocji. Słowa są zaczarowane i jeśli zamkniemy oczy i wsłuchamy się w dźwięki słów, to możemy poczuć zapachy, usłyszeć muzykę i zobaczyć kolory. Świat Konstancji nie jest jałowy i bezbarwny. To świat pełen prawdziwych doznań, cudownych zapachów i całej palety barw, ukrywającej się w słowach. A jaki zapach ma Wasz dzisiejszy dzień?

Jagoda Rychter
 Olga Masiuk, Tydzień Konstancji, ilustr. Ewa Stiasny, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2008.

"Rutka" najlepszą książką 2016 roku!

Konkurs "Książka Roku" realizowany jest od 1988 roku przez Polską Sekcję IBBY, a wyróżnione tytuły prezentowane są na Międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci w Bolonii. Laureatką tegorocznej nagrody została Joanna Fabicka za wspaniałą "Rutkę", która trafiła na rynek nakładem wydawnictwa Agora.

Zosia Sardynka jest dziesięcioletnią mieszkanką kamienicy przy ulicy Rybnej na łódzkich Bałutach. Jak większość dzieci w tym wieku ma swoje upodobania i jasno określone potrzeby. Nie lubi wątróbki, brukselki i mielonego szpinaku, a wszelkie elementy dziewczyńskiej garderoby schowałaby głęboko w szafie. Nade wszystko kocha zabawę i to najlepiej w towarzystwie podobnie rozbrykanych dzieci, które niestety znikają z podwórka na czas wakacji. Zosia nie chce po raz kolejny wracać do szkoły bez wspomnień, wakacyjnych pamiątek, a nawet traum. Na szczęście wraz z niespodziewanym pojawieniem się starszej ciotki  znikają również obawy dziewczynki. Zosia od pierwszego wejrzenia czuje sympatię do Róży, która od razu zapuszcza korzenie w jej sercu:

Kiedy w twoim życiu pojawia się nowy człowiek, cały świat się zmienia, choćby wszystko nadal stało na swoim miejscu.

Nowa opiekunka Zosi okazuje się być dość ekscentryczną staruszką, a jej zachowanie wprawia w osłupienie niepozbawioną wyobraźni dziewczynkę. Więź, która zawiązuje się między nimi, wzmacnia fakt, że ciotka spędziła dzieciństwo na tym samym podwórku. Dzięki niej Zosia uczy się patrzeć na tak dobrze znane miejsca z nowej perspektywy, bo "każde miejsce ma swoją historię i może być ciekawe. Wystarczy tylko spojrzeć na nie tak, jakby widziało się je pierwszy raz".

To, co było dotąd  niewidoczne, nagle nabiera wyraźnych kształtów. Dzięki temu w życiu Zosi pojawia się rudowłosa Rutka, zamieszkująca sąsiednią kamienicę przeznaczoną do rozbiórki. Pierwsza wizyta w opuszczonym mieszkaniu daje początek podróży do czasów wojennej Łodzi, w której rudowłosa przyjaciółka poszukuje swojej rodziny. Nagle wszystko zaczyna przypominać  świat z czarno-białych kronik filmowych lub starych gazet. Po brukowanych ulicach jeżdżą wozy zaprzężone w konie, stłoczeni ludzie ubrani są dziwacznie i niemodnie, a do tego mówią w różnych językach. Wszystkim udziela się wszechobecny pośpiech i zdenerwowanie.

Czas spędzany z Rutką jest radosny i działa na Zosię kojąco. Czasem tylko przyjaciółka popada w nagłą melancholię i nucąc piosenki w dziwnym języku wspomina rodziców, których pewnego dnia zabrał pociąg. Dziewczynki rozpoczynają poszukiwania i w końcu trafiają na stację Radegast, gdzie Zosia obserwuje pociągi brzydkie i złowrogie, bez okien, zaryglowane ciężkimi, metalowymi sztabami:

A mimo to podróżują nimi ludzie. Wielobarwny tłum wylewa się na zewnątrz od razu, gdy pociąg zatrzymuje się przy rampie. I zaraz potem w górę wzbija się lament we wszystkich językach świata. Jest w nich zawód i lęk, prośba o pomoc i niezgoda  na to, że cel podróży okazał się tak inny od oczekiwań.

Jakże inna jest Łódź, do której trafia Rutka, gdy wskazówki na zegarze zaczynają niebezpiecznie przyspieszać. Dziewczynka ląduje w świecie pełnym szybkich samochodów i modnie ubranych ziomali. Jedynie stare mury przechowują pieśni, szepty i modlitwy wszystkich tych, którzy musieli odejść. "Z samego środka ziemi paruje dziwny smutek, tak wielki, że nawet ptaki nie chcą śpiewać". Rutka wycofuje się z życia w nowej rzeczywistości do szuflady, pokrytej pajęczyną zapomnienia. Zosia jednak znajduje wygodniejsze miejsce dla swojej przyjaciółki, którą chowa głęboko w sercu: "to najlepszy schowek na świecie. Tam nic nie zginie, przeczeka każdy deszcz, każdą zawieruchę".

"Rutka" jest bardzo osobistą książką, gdyż pokazuje Łódź, z którą autorka nadal czuje się wyjątkowo związana. Miejsca naznaczone pierwszymi inicjacjami i wciąż pełne tajemniczej melancholii znalazły wyraźne odbicie w wędrówkach bohaterek. "Właśnie to chciałam w książce pokazać - że każde miejsce miało swoją historię przed nami i mieć będzie po nas. Chciałam napisać historię o Łodzi wielokulturowej, której duch wciąż jeszcze unosi się w powietrzu, choć tak wiele przez lata się zmieniło. Nie ma ulicy Wolborskiej, nie ma synagogi, Targu Rybnego, którego wspomnieniem jest Park Śledzia, nie ma też starego cmentarza żydowskiego. Ale są miejsca, które ostały się niemal nienaruszone, całe kwartały ulic. One pamiętają ludzi i zdarzenia sprzed lat" - wyznaje Joanna Fabicka.

 


Mimo trudnej tematyki, którą porusza "Rutka" w książce nie znajdziemy nadętej martyrologii. Zamiast niej otrzymujemy magiczną opowieść pełną  symboli i metafor, z których najbardziej wymowna jest postać Chaima Rumkowskiego, czyli Białego Pana, polującego na dzieci ukazane pod postacią różnobarwnych motyli. To książka, którą można odbierać na dwóch płaszczyznach - jako magiczną opowieść o przygodach dwóch dziewczynek podróżujących w czasie lub historię wojenną, której nośnikiem jest postać Rutki. Na pewno jest to historia, która zmusza do zadawania pytań i odkrywania tego, co nieznane i zapomniane.




Jagoda Rychter



Joanna Fabicka, Rutka, ilustr. Mariusz Andryszczyk, wyd. Agora, Warszawa 2016